środa, 27 kwietnia 2022

Chrystus w nas

 "Chrystus żyje w nas. Bardziej od formuł dogmatycznych ważne jest doświadczenie; obcowanie z Tym, który w nas żyje w sposób najbardziej rzeczywisty. To Jego życie w nas, przebywanie, obcowanie jest siłą, jest źródłem świadectwa, które przemawia wobec wszystkich odmian ateizmu, sekularyzmu i "śmierci Boga"".

Kto to napisał?

Pewnie M. Paula Tajber?

Otóż nie!. To notatka K. Wojtyły w prywatnym kalendarzu z dnia 5 marca 1979!

czwartek, 14 kwietnia 2022

Z Jezusem w Ogrodzie Oliwnym


„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!" J 15,1-9


Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus wielokrotnie powtarza to wezwanie: „Trwajcie we Mnie”. Jest to Jego gorąca prośba i przestroga. Ostatnia przed męką. Najważniejsza. Wie, że od tego zależy nasze życie lub śmierć. Bo poza trwaniem w Jezusie nie ma życia. Można jedynie wegetować i usychać, aż przyjdzie dzień, gdy ostatecznie zostanie się odciętym i wrzuconym w ogień.

W Nim natomiast jest życie w obfitości i owocowanie. I nie ma drogi pośredniej. Dlatego M. Paula Tajber pisała do Sióstr Duszy Chrystusowej: „Jednym z głównych rysów naszej reguły jest nie tylko, żeby dążyć do Boga, aby dojść do Niego, ale trwać w Nim wytrwale”

Trwać przy Jezusie trzeba nie tylko w chwilach triumfu i powodzenia, ale także wtedy, gdy wierność każe iść za Nim pogardzanym, odrzuconym i wyśmianym. Jezus także dziś jest odrzucany. Jego nauka jest wyśmiewana. Jego postawa posłuszeństwa, ofiarowania siebie i wierności lekceważona. A triumf święci, delikatnie mówiąc, umiejętność zadbania o swoje interesy i radzenia sobie w życiu nawet kosztem innych. Dlatego Jezus mówi:

„Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!” Mt 26, 38

Gdy wielu odchodzi lub wprost staje się wrogami Jezusa, On liczy na naszą bliskość i przyjaźń. Liczy na to, że chociaż my zostaniemy w przy Nim wierni i kochający. Że pocieszymy Jego zbolałą duszę swoich trwaniem przy Nim.

Nadciąga noc i nadciąga Judasz. Jezus jest świadomy, że na Jego cierpliwą i delikatną miłość odpowie brutalną przemocą i wyrachowaniem. Jego Dusza cierpi i wydaje się, że jest wydana na pastwę nienawiści i wrogości złego ducha, który uwiódł ludzkie dusze. Ale to nie Jezus jest ofiarą. On jest zwycięzcą, bo pozostaje wierny i posłuszny Ojcu. I chce byśmy i my mieli udział w Jego zwycięstwie przez wierność i wytrwanie przy Nim. Nie żąda wiele, tylko tego, byśmy przy Nim zostali i nie odchodzili w ciemność nocy.

Jezus zna naszą ludzką słabość. Wie, że w obliczu trudu i cierpienia mamy ochotę uciec, tak jak uciekli Apostołowie – najpierw w sen w Ogrojcu, a potem całkiem spod krzyża. Najpierw jest „ucieczka ukryta”. Śpiący uczniowie pozornie nie odchodzą od Jezusa. Są na miejscu, ale ich serca uciekają w bardziej komfortowy świat marzeń, gdzie nie trzeba wybierać między trwaniem przy cierpiącym Mistrzu, a własną wygodą. Jezus przychodzi ich obudzić, bo wie, że ta ukryta ucieczka, jeśli z niej nie zawrócą, skończy się prawdziwą. A poza Jezusem i trwaniem przy Nim nie ma życia. Jest to paradoks, którego nie da się uniknąć: albo trwamy przy Jezusie, który ofiarowuje swoje życie, oddajemy je razem z Nim i zyskujemy życie w pełni, albo uciekamy od Jego ofiary, by zachować siebie i tracimy życie prawdziwe.

Dlatego Jezus, póki czas, przychodzi do nas, budzi i mówi:

„Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.” Mt 26, 40-41

Jezus w tej ostatniej godzinie nie tylko zmaga się, by sam pozostać wiernym Ojcu, ale także walczy o nas, byśmy nie odpadli jak uschłe gałązki; by było w nas prawdziwe życie i siła miłości, która sprawia, że zamiast tchórzliwego użalania się nad sobą zaczniemy mówić: „Ojcze, nie jak ja chcę, ale jak Ty. Niech się stanie Twoja wola”. Nie ma innej drogi wiodącej ku życiu.

Dlatego Jezus mówi dalej:

„Wstańcie, chodźmy!” Mt 26, 46

Te słowa są jak sygnał do ataku dla wojska. Do zwycięskiego ataku na wroga zbawienia, do walki z grzechem i z szatanem, i ze starym człowiekiem, który w nas samych walczy przeciwko nam. Jezus pierwszy, jako nasz Wódz, staje na nogi i zagrzewa nas do podjęcia boju, który przecież z Nim jest nieuchronnie zwycięski.

 


wtorek, 29 marca 2022

Dobro i zło

 Kiedy myślisz, że zło triumfuje, rodzi się lęk. Zło ryczy jak lew, stosuje przemoc, nie liczy się z nikim i z niczym. Cóż może wobec tej potęgi dobro, którego siła wydaje się tak znikoma. Nawet zasady, którymi dobro się kieruje, sprawiają wrażenie pęt uniemożliwiających skuteczną obronę.

A jednak, w złu istnieje gen autodestrukcji. Ono ma swój kres, bo samo w sobie posiada mechanizm zniszczenia. "Rewolucja pożera własne dzieci". Wiemy to z historii. Każda przemoc i agresja w swoim zaślepieniu zaczyna w końcu gryźć własny ogon.

Ale, powie ktoś, gryzie ten ogon, dopiero wtedy, gdy zagryzie wielu innych, gdy utopi już w morzu krwi pół świata. Marna pociecha w swierdzeniu, że zło ma swój koniec, dla tego, kto cierpi z jego powodu.

To prawda, każdy z nas musi przejść, w mniejszym lub większym stopniu, przez trudny, wymagający czas próby. Czas, gdy dobro, zdaje się nie opłacać. Gdy trzeba się opowiedzieć po właściwej stronie i zapłacić za to cenę. Niekiedy najwyższą. Gdy okoliczności wymagają, by "zachować się jak trzeba", a jedyną nagrodą jest poczucie, że można sobie spokojnie popatrzeć w twarz w lustrze. Czy to mała, czy duża nagroda?

Niewątpliwie, bez wiary w ostateczne zwycięstwo Jezusa, nagroda byłaby zbyt mała. Ale w świetle zmartwychwstania widzimy, że najmniejsze dobro ma wartość nieskończoną. Bo jest uczynione przez człowieka, który ma duszę nieśmiertelną. Dlatego, ten moment, w którym, mimo porażającej siły zła, wybieramy dobro, ma swoje skutki na wieczność. Dobro rośnie i wydaje owoc. 

Nawet, jeśli najpierw jest ziarnem zasianym w ziemi, które musi zginąć.



środa, 19 stycznia 2022

Skarb niedaleko

Pewien  człowiek znalazł skarb ukryty w ziemi. Ucieszył się bardzo. Szybko poszedł, sprzedał wszystko i kupił tę ziemię  (por. Mt 13,44).

To ja jestem tą ziemią. Marną i nieurodzajną. Niewartą zbyt wiele. Ot, taka tam, czwarta klasa. Żaden czarnoziem. Ale jest we mnie ukryty bezcenny skarb, którego nie da się porównać z niczym. Drogocenny, jedyny. Jest on ukryty i nie widać go. Czasem troszkę prześwieca, jeśli ktoś ma wystarczająco dobry wzrok, by to zobaczyć. Często ja sama nie jestem świadoma, że on tam jest.

Tym skarbem jest Jezus ukryty w mojej duszy. Jest tam obecny cicho i niezauważalnie. Jak zakopane przed laty bogactwo warte wiele talentów złota. Zapomniane.

Niedawno, całkiem przypadkowo, znalazłam ten skarb. Właśnie wtedy, gdy na chwilę, przestałam zajmować się wszystkim tym, co wokoło mnie. Tym wszystkim, co świeci, połyskuje, mami, przyciąga. Przestałam i popatrzyłam na ziemię - szarą, bez połysku, zwyczajną - na moją duszę, na moje życie, na codzienność. Zgasły sztuczne światła... i wtedy go zobaczyłam! Jezus w mojej duszy. Skarb!

Wszystko inne straciło wartość. Byleby tylko zdobyć ten skarb. Tę ziemię! Bo wcale to nie jest takie oczywiste, że posiadamy własne dusze. Są one często tak bezpańskie, opustoszałe.

Więc byleby odzyskać swoją duszę. Zamieszkać w niej na nowo. I tam, w głębi cieszyć się skarbem - Bogiem, który mieszka w nas.

P.S. Może to i brzmi jak bajka. Ale to nie jest bajka. To prawda. O mnie i o tobie.

środa, 12 stycznia 2022

Pokontempluj siebie

Na takie coś trafiłam u św. Augustyna:
"Oto ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór, spiętrzone fale morza, szeroko rozlane rzeki, ocean otaczający ziemię, obroty gwiazd. A samych siebie omijają, siebie nie podziwiają".
Właściwie nie trzeba komentarza.
Jeśli w pięknie przyrody odbija się ślad Stwórcy, o ileż bardziej my sami jesteśmy odblaskiem Jego chwały.
Nasze dusze są arcydziełami, które wyszły bezpośrednio z Jego rąk. Gdy je kontemplujemy, nie tylko znajdujemy odblask Boga. Znajdujemy Jego samego, gdyż On mieszka w głębi naszych dusz.
Niewątpliwie, Augustyn był z ruchu "Solaris" :-)



środa, 5 stycznia 2022

Jak w domu

 Ostatnio odwiedziłam moich przyjaciół z ruchu "Solaris" w Jeleniej Górze i okolicach. Wszędzie, w ich domach i miejscach pracy, witał mnie znajomy i kochany wizerunek Jezusa Promieniującego. Ciekawa jestem w jak wielu domach jest ten obraz?






piątek, 17 grudnia 2021

Jan zwany lampą

Kiedy Jezus mówi o Janie Chrzcicielu, nazywa go "lampą, która płonie i świeci" (J 5,35). Lampa! To porównanie przemawia bardzo mocno do mojej duszy! Czy można wymyśleć obraz, który by trafniej oddawał ideę ruchu "Solaris"? Jezus jest Prawdziwą Światłością, a my mamy być lampami, niosącymi Go światu, jak Jan.
Lampa istnieje dla światła. Bez niego traci sens istnienia. Światło zaś potrzebuje lampy. Co za szczęśliwa wzajemność!
Ponieważ obrazy przemawiają do nas siłą skojarzeń i doświadczeń, to warto sobie uświadomić, że chodzi o lampę oliwną. Dzisiaj lampa kojarzy się nam z abażurem, w którym świeci żarówka. A to sugeruje większą autonomię. Można zdjąć abażur i żarówka będzie świecić bez niego dalej. Ale nie da się "wyjąć" światła z oliwnej lampki. Ono jest jej sercem, duszą. Jezus potrzebuje nas, a my Jego! Sam wymyślił tę słodką zależność. 
I druga różnica: w naszych czasach żyrandole pełnią w dużej mierze funkcję estetyczną. Nie, żeby dawniej nie dbano o piękno, ale, niewątpliwie, lampy w naszych domach mają nie tylko dawać światło, ale też w ciągu dnia zdobić wnętrza. Czasem nie wiadomo, co jest ważniejsze. I to zaciemnia nam, nomem omen, znaczenie tego obrazu. Lampa, która nie ma w sobie światła jest zbędna. Nawet gdyby była szczerozłota!
Stawanie się "odblaskiem" Chrystusa w świecie (poczytajcie sobie o tym u Jana Pawła II w Novo millenio ineutne (NMI 54)), nie jest przywilejem, ale naszym obowiązkiem. Mamy świecić, a raczej pozwolić Jezusowi, by świecił w nas. I ta Jego obecność w nas jest sensem naszego życia.
Bardzo dosadnie mówi o tym św. Paweł: "Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście odrzuceni" (2 Kor 13,5).
Jeśli Jezus - Światłość Prawdziwa jest w nas, to my jesteśmy dla Niego lampą niosącą Go w świat. I inni mają prawo Go w nas zobaczyć!
To prawda, że jesteśmy kruchymi, glinianymi kagankami. To prawda, że knot czasem ledwie się tli, ale to nie jest przeszkodą, bo nasz Pan przychodzi, by rozpalić WIELKI OGIEŃ.
Amen. Marana tha! Przyjdź, Panie Jezu!



wtorek, 30 listopada 2021

Zanim zstąpi na obłokach

 Czekali ludzie na Mesjasza. Czekamy i my na Jego powtórne przyjście. A między tym są nasze małe nawiedzenia. 

Jezus przychodzi niepozornie, cicho. Zagubiony między sklepowymi półkami z mikołajami i dźwiękami świątecznych piosenek. Żeby Go zauważyć trzeba klimatu Adwentu: ciszy, przygaszonych świateł, monochromatycznego pejzażu, w którym nic nie przykuwa uwagi. 

Wtedy można Go usłyszeć, spostrzec jakby kątem oka, gdy przemyka dyskretnie po tym swoim i nie swoim świecie.



czwartek, 25 listopada 2021

Strasznie piękna wizja przyszłości

Świat, który znamy, jak wszystko, co ma swój początek, będzie miał swój koniec. A my z nim. Jednak, gdy jedni zmierzają ku kresowi, inni zmierzają do celu.
Tym upragnionym celem jest spotkanie z Jezusem, Jego powtórne przyjście. Może nie zawsze dążymy do tego z entuzjazmem, więc warto wykorzystać te chwile, gdy tęsknota za Paruzją staje się naturalna.
Mam tu na myśli trudne chwile. Przyjście Jezusa poprzedzać mają wojny, przewroty, trzęsienia ziemi. I wielu takie kataklizmy właśnie przeżywa już dzisiaj. Ich świat drży w posadach. Ale także my doświadczamy naszych małych, codziennych "kataklizmów": choroby, niesprawiedliwości, braki, konflikty, krzywdy, niepewność jutra... Te wszystkie wydarzenia wstrząsają naszą bezpieczną egzystencją. Mogą sprawić, że będziemy "mdleć ze strachu". Ale mogą także pchnąć nas ku czemuś innemu: 
"Podnieście głowy" - mówi Jezus. 
Podnieś głowę, bo, chociaż wszystko jest kruche i czasowe, Jezus, który wstąpił do nieba i stamtąd powróci, ma nieprzemijające panowanie.