Zapraszam do odsłuchania konferencji ze spotkania "Solaris" z marca 2022.
wtorek, 22 marca 2022
środa, 19 stycznia 2022
Skarb niedaleko
Pewien człowiek znalazł skarb ukryty w ziemi. Ucieszył się bardzo. Szybko poszedł, sprzedał wszystko i kupił tę ziemię (por. Mt 13,44).
To ja jestem tą ziemią. Marną i nieurodzajną. Niewartą zbyt wiele. Ot, taka tam, czwarta klasa. Żaden czarnoziem. Ale jest we mnie ukryty bezcenny skarb, którego nie da się porównać z niczym. Drogocenny, jedyny. Jest on ukryty i nie widać go. Czasem troszkę prześwieca, jeśli ktoś ma wystarczająco dobry wzrok, by to zobaczyć. Często ja sama nie jestem świadoma, że on tam jest.
Tym skarbem jest Jezus ukryty w mojej duszy. Jest tam obecny cicho i niezauważalnie. Jak zakopane przed laty bogactwo warte wiele talentów złota. Zapomniane.
Niedawno, całkiem przypadkowo, znalazłam ten skarb. Właśnie wtedy, gdy na chwilę, przestałam zajmować się wszystkim tym, co wokoło mnie. Tym wszystkim, co świeci, połyskuje, mami, przyciąga. Przestałam i popatrzyłam na ziemię - szarą, bez połysku, zwyczajną - na moją duszę, na moje życie, na codzienność. Zgasły sztuczne światła... i wtedy go zobaczyłam! Jezus w mojej duszy. Skarb!
Wszystko inne straciło wartość. Byleby tylko zdobyć ten skarb. Tę ziemię! Bo wcale to nie jest takie oczywiste, że posiadamy własne dusze. Są one często tak bezpańskie, opustoszałe.
Więc byleby odzyskać swoją duszę. Zamieszkać w niej na nowo. I tam, w głębi cieszyć się skarbem - Bogiem, który mieszka w nas.
P.S. Może to i brzmi jak bajka. Ale to nie jest bajka. To prawda. O mnie i o tobie.
środa, 12 stycznia 2022
Pokontempluj siebie
środa, 5 stycznia 2022
Jak w domu
Ostatnio odwiedziłam moich przyjaciół z ruchu "Solaris" w Jeleniej Górze i okolicach. Wszędzie, w ich domach i miejscach pracy, witał mnie znajomy i kochany wizerunek Jezusa Promieniującego. Ciekawa jestem w jak wielu domach jest ten obraz?
piątek, 17 grudnia 2021
Jan zwany lampą
wtorek, 14 grudnia 2021
wtorek, 30 listopada 2021
Zanim zstąpi na obłokach
Czekali ludzie na Mesjasza. Czekamy i my na Jego powtórne przyjście. A między tym są nasze małe nawiedzenia.
Jezus przychodzi niepozornie, cicho. Zagubiony między sklepowymi półkami z mikołajami i dźwiękami świątecznych piosenek. Żeby Go zauważyć trzeba klimatu Adwentu: ciszy, przygaszonych świateł, monochromatycznego pejzażu, w którym nic nie przykuwa uwagi.
Wtedy można Go usłyszeć, spostrzec jakby kątem oka, gdy przemyka dyskretnie po tym swoim i nie swoim świecie.
czwartek, 25 listopada 2021
Strasznie piękna wizja przyszłości
poniedziałek, 15 listopada 2021
wtorek, 9 listopada 2021
Boski Gość duszy czy Gospodarz?
Kiedy Jezus zaczyna przy pomocy bicza ze sznurka robić porządki na terenie świątyni jerozolimskiej, pytają Go: "Jakim prawem? Wykaż się znakiem, który daje ci prawo do takiego postępowania!"
Podobnie się dzieje ze świątynią naszej duszy. Jezus przychodzi do niej w Komunii św. i chciałby tam panować, działać, zmieniać, po prostu, czuć się jak gospodarz, który może urządzić wszystko według swojej wizji. Jednak nieraz, spotyka się z pewnym oporem. Może nie pytamy Go wprost: "Kto ci dał prawo, żeby się tu rządzić?", ale subtelnie wypychamy Go do roli "Boskiego Gościa duszy". Czyli: "Proszę bardzo, tu masz miejsce na fotelu" (nie na tronie!), "zostańmy w pokoju gościnnym" (reszta niedostępna!), jakiś small talk (krótkie dziękczynienie po komunii) i tyle...
I Jezus do tej roli gościa się ogranicza. A szkoda. Bo przecież przychodzi do swojej świątyni. To On jest tu Panem. I co więcej, to panowanie wychodzi nam na dobre! To nie jest wrogie przejęcie, ale rządy Tego, który nas zna i chce naszego dobra.
W ten sposób dochodzimy do pytania: dlaczego nie pozwalamy Jezusowi rządzić w naszych duszach? Przecież byłoby to świetne dla nas i całego Kościoła! Wyobrażacie sobie, że działamy w Kościele wreszcie jak członki jednego ciała, gdzie rządzi jedna głowa - Jezus?! Ile rzeczy poszłoby lepiej!
Dlaczego tak nie jest?
Myślę, że w wielu przypadkach z braku świadomości. M. Paula Tajber mówiła, że świadomość obecności Jezusa w nas i świadome poddanie się pod Jego wpływ, odrodzi świat ludzkich dusz. I dziwiła się, że ludzie wchodzą do kościoła i wychodzą po mszy... tacy sami. A przecież przyjęli Jezusa! Nie trzeba iść na "specjalną" mszę w dalekim mieście, żeby spotkać wszechmocnego, uzdrawiającego, żywego Jezusa. Jest w najbliższym kościele i w każdej Eucharystii. Trzeba tylko świadomości. Tylko tyle i aż tyle.
I druga rzecz, która przychodzi mi do głowy. Znam ją z mojego własnego doświadczenia: opór pychy. Nie lubimy, żeby ktoś nami rządził. Nie łatwo oddajemy stery. Nawet Bogu. Potrzeba całego procesu uzdrowienia wewnętrznego, żebyśmy umieli zaufać, poddać się w poczuciu bezpieczeństwa. Nie jak niewolnik, ale jak syn, jak dziecko. Przywrócić porządek rzeczy: ja jestem stworzeniem, a to jest mój Bóg. On jest Panem, a ja Jego świątynią. Moją chwała jest to, że jestem świątynią i że Bóg mieszka we mnie.
Jest taka modlitwa, którą ułożyła M. Paula. Przez te słowa człowiek oddaje się do dyspozycji Bogu. Totalnie. Mocna rzecz. Codziennie odmawiają ją osoby, które należą do ruchu "Solaris". To jest ich jedyne zobowiązanie. I to wystarcza.
Dzielę się się za Wami tą modlitwą, bo jest darem dla wszystkich:
poniedziałek, 13 września 2021
Czwartkowe spotkania przy Duszy Jezusa
Kochani, wracamy do spotkań w realu. Już w najbliższy czwartek w naszej kaplicy (Kraków-Prądnik Biały, ul. Matki Pauli Tajber 1) spotkanie: adoracja, konferencja, pogaduchy przy herbacie...
Zapraszam
Start o 18.30!
środa, 8 września 2021
Niezatapialni
Minęły już czasy, gdy ludzie bezrefleksyjnie wierzyli w postęp techniczny. W tym "postoptymistycznym" (genialny ks. Halik!) świecie, niejeden Titanik poszedł na dno i to bez większego wstrząsu społecznego. Po prostu, chociaż brzmi to strasznie, przyzwyczailiśmy się do rozczarowań. Odkąd świat tańczy tak, jak mu zagra mały, niewidoczny wirus, nic już nie wydaje się niezatapialne.
Pesymistyczne? Zapewne. Prawdziwe? W wielu duszach ta ponura melodia ma jeszcze bardziej skowyczące dźwięki.
W tym kontekście, chciałabym przed Wasze oczy postawić starą, rosyjską zabawkę. Nie jako tanią pociechę, czy rozrywkę odwracającą uwagę od ponurej rzeczywistości, ale jako... wzór.
Wańka-Wstańka, bo o niej mówię, przyszła mi do głowy, gdy myślałam to tym, skąd dzisiaj człowiek może czerpać siłę i optymizm.
Wańka-Wstańka - symbol tego, czego nie da się przewrócić! Jeśli popchniesz tę zabawkę, pokołysze się na boki, ale po chwili wróci do pionu. Zawsze do pionu. Nie do wywrócenia.
I właśnie w tej zabawce jest ukryte dla nas przesłanie. Wiecie dlaczego Wańka-Wstańka się nie wywraca? Bo ma środek ciężkości umiejscowiony wewnątrz, w samym środku, nisko. Chyba już domyślacie się, co chcę przez to powiedzieć.
Jeśli to, co stanowi przedmiot naszej nadziei, nasz skarb, cel, szczęście jest poza nami, w ludziach, przedmiotach, ogólnie w świecie stworzonym, to w jakimś momencie możemy się, biegnąc do tego celu, przewrócić. Może nas spotkać zawód, rozczarowanie.
Ale jeśli przedmiotem Twoich pragnień jest Bóg, to On mieszka w głębi Twojej duszy, w samym centrum Ciebie. Nie musisz nigdzie biec! Boga nie da się zdobyć, jedynie można przyjąć Jego miłość. I właśnie ta miłość sprawiła, że On zamieszkał w naszych duszach. Kiedy przyjmujemy Komunie św. ustaje wszelkie zmaganie, bieganina i wysiłki. Masz wszystko. Jesteś najbogatszy na świecie. Nigdzie nie musisz pędzić, o nic walczyć.
Właśnie wtedy stajesz się niezatapialny, nie do wywrócenia, jak Wańka-Wstańka.




