wtorek, 13 września 2016

Przede wszystkim Jezus, głupcze!

Wczoraj napisałam tekst zaangażowany społecznie. Na gorący temat. Dość dobry tekst. I kiedy już go miałam wysłać, coś mniej powstrzymało przed kliknięciem ikonki "opublikuj". A dzisiaj zupełnie odeszła mnie chęć ruszanie tamtych spraw.
Owszem, to fajnie uczestniczyć w publicznej debacie, popłynąć na fali medialnie nośnego tematu, zaistnieć ze swoim oryginalnym? zdaniem..., ale czy to jest ten pokarm, którym chcę karmić innych?
Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko szeroko rozumianej publicystyce, dyskusjom itd. To wszystko jest ważne i ktoś to musi robić. Co więcej, wiele osób robi to świetnie, więc po co tam jeszcze ja ze swoimi trzema groszami...?
To po prostu nie mój dział. Moim konikiem jest życie duchowe.
Oczywiście, sporo jest wokoło mnie spraw ważnych, interesujących, wciągających. Nie jestem kołkiem w płocie, obojętnym na to, co się dzieje. Jednak mam takie przekonanie, że te wszystkie sprawy nabierają właściwego smaku i ciężaru dopiero wtedy, gdy najpierw życie napełni się obecnością i łaską Jezusa.
Wiem, że to zabrzmiało to jak truizm, ale tak po prostu jest.
Tylko Jezus jest źródłem życia. Jest chlebem, który karmi. I nie jest to jedynie pobożna przenośnia. To fakt. Gdy szukamy tego czegoś, zwał to jak zwał: sensu życia, spełnienia, treści..., jednym słowem, tego sprawia, że życie jest soczyste i pełne, wtedy wszystko, co jest na tym świecie, jest jedynie okruchem, który jeszcze bardziej pobudza głód. Goniąc za tymi okruchami wciągamy się w okropny kołowrotek niezaspokojenia, w którym na zmianę pobudza nas nadzieja, że oto tuż przed nami... jest coś... co da spełnienie lub dopada nas zniechęcenie, bo albo nie dało się wymarzonego celu osiągnąć, albo, co gorsze! dało się go pochwycić i rozczarował.
I co, siostra, taka pesymistka i wróg radości życia?- powie ktoś (sama bym może tak zareagowała czytając u kogoś podobne słowa). Ale to dopiero jedna strona medalu. Ta brzydsza. Jest jednak na szczęście i ta druga. 
Gdy szukamy sensu życia (nie wszyscy mają odwagę go szukać, bo może zawczasu pogrzebali nadzieję, że on jednak istnieje) i zwracamy się do Jezusa, wtedy (takie jest moje osobiste doświadczenie) spotkanie z Nim jest jak zaczerpnięcie świeżego powietrza po wyjściu z dusznego pokoju (lub po wyjeździe z Krakowa :-). Wszystko nabiera barw.
Jezus mówi: "Ja jestem życiem". Nie - "jestem jedną z propozycji życia" czy "alternatywą  życiową". Jest życiem i poza Nim nie ma innego.
Gdy się Nim karmimy, Nim oddychamy, wtedy sprawy tego świata nabierają właściwego blasku. Bo nie chodzi o to, by się od nich ze wstrętem odwrócić, mówiąc: "Be!". Chodzi o to, by przykładać do nich właściwą miarę. Wtedy smakują i służą nam, bo takie jest ich przeznaczenie.
Gdy w kupnie samochodu, upatrujesz po prostu szansę, by posiadać środek transportu, to wizyta u dealera (o sprzedawcę samochodu chodzi, oczywiście :-), nie rozczaruje cię (no najwyżej zaboli ceną). Dostajesz co chcesz. Ale jeśli uwierzysz reklamom, że oto, gdy wsiądziesz do upragnionego auta, osiągniesz wyższy poziom szczęścia i życie stanie się kolorowe i zamiast jeździć do pracy, będziesz ciągle zwiedzał egzotyczne kraje, to euforia szybko przemieni się rozczarowanie. 
Bo życie staje się kolorowe z powodu miłości Boga, a nie posiadania samochodu czy.......... (wpisz wybrany przedmiot) lub ewentualnie osiągnięcia ............ (tu też możesz coś wpisać) czy wyjechania do ............ (jakieś propozycje... :-)

Tak więc, cieszmy się życiem, ale nie zapominajmy oddychać.
A tlenem jest obecność Jezusa.

piątek, 9 września 2016

Belki i drzazgi

Gdy wyciągniesz belkę ze swojego oka, przejrzysz - mówi do mnie Pan - Wtedy zobaczysz, że bliźni ma oczy. Delikatne źrenice, wrażliwe piękno, które łatwo zranić. I wtedy drzazga w oku brata zrodzi współczucie i chęć pomocy, a nie gniew.
Gdy usuniesz belkę ze swego oka, zobaczysz, że i ty masz oczy. Odrzucisz  twardość belki i pokochasz wrażliwość.


czwartek, 8 września 2016

Przeżyjmy to jeszcze raz!

Zebrało się mi dzisiaj na wspominanie ŚDM. A może nie tyle o wspominki chodzi, ile o to, że dopiero z biegiem czasu zaczyna do mnie docierać waga i treść tych wydarzeń, które pośród nas się dokonały. Gdy już ucichł wokół nich medialny jazgot (potrzebny, ale zbyt głośny, by usłyszeć bardziej subtelne dźwięki), przychodzi czas na wsłuchiwanie się w echo, w rezonans wywołany w duszy, w to coś, co po cichu rozchodzi się jak kręgi na wodzie, gdy kamień już wpadł w odmęty i już jest po wielkim "chlup!".
A kręgi, jak to kręgi zataczają się :-) coraz szerzej :-)

Dzisiaj chcę się z Wami podzielić jednym, małym obrazkiem z wcale nie centralnych wydarzeń ŚDM. 

Jako Siostry Duszy Chrystusowej opiekowałyśmy się namiotem eucharystycznym na Brzegach. Jednym z wielu. Daleko, daleko za wodą, za rzeką (dosłownie!), z dala od ołtarza, pośród traw stał sobie namiot, a w nim przez całą noc z soboty na niedzielę trwała adoracja Najśw. Sakramentu. Kiedy o północy przyjechałam tam do moich sióstr (to dość niesamowite jeździć samochodem po Campusie Misericordiae w czasie czuwania!), ludzie ze świeczuszkami w rękach klęczeli wokół Ukrytego w Hostii. Klęczeli w namiocie, obok niego, na trawie, a nawet na drodze poza sektorem. Na drodze trwała wędrówka ludów (spośród 2 mln ludzi zawsze ktoś akurat musi się przemieszczać, nie ma bata :-), a oni klęczeli. Powiedziałby ktoś, że to nie były idealne warunki do modlitwy. A tam była jakaś mistyczna cisza (chociaż wokoło gwar przechodzących). Centrum świata. Jezus znalazł sposób, by dotrzeć do każdego, nawet tego z sektora F. Nikt nie był pokrzywdzony, że daleko od Franciszka, że nie widział z bliska, że dłoni nie uścisnął. Bo tam, gdzie jest Jezus tam jest epicetrum tego wielkiego trzęsienia, które porusza ludzkie dusze łaską i miłosierdziem. 
Wiem też, z opowiadań moich sióstr, że ci ludzie tej nocy spowiadali się, a także przychodzili do sióstr, by pogadać o życiu, o śmierci.... Aż do świtu... 
Taka to była noc. 


A to taki zoom :-)

fot. s. Hiacynta Nowosad ZDCh

środa, 7 września 2016

A jednak się kręci...

Jakoś trudno mi zebrać myśli po wakacjach. I chyba nie tylko dlatego, że błoga, ciepła kanikuła wygładziła mi zwoje mózgowe jak prostownica do włosów. Jest w tym coś więcej. Coś jak smakowanie i celebracja życia, prostych czynności, spotkań, rozmów. Bez zbytniego mędrkowanie, analizowania i... (może to bardzo źle, a ja się jeszcze z tym publicznie obnoszę! :-o) bez refleksji czy próby zrozumienia. Czyste trwanie w nurcie czasu.
I jedno zdanie z "Obłoku niewiedzy" w mojej pustej głowie:

"Bóg nie prosi o pomoc, prosi o ciebie"

Szach, mat, religijna aktywisto! - pomyślałam sobie. Dość przekombinowanego życia, w którym wszystko trzeba ogarnąć, zrozumieć, pokierować, przewidzieć, wyciągnąć wnioski, zaplanować i wykonać. Jakby losy świata zależały ode tego, czy dam radę. Niedawno jedna mówiła, że da radę. I co? Wygląda na to, że scenariusze dla świata pisane są w innych pokojach niż gabinety polityków.

Więc zostawiam to, co "przerasta moje siły" (Ps 131) i pokornie biorę się do codziennej pracy, bez pretensji do bycia demiurgiem. Raczej małym trybikiem w maszynie świata. Całkiem małym, ale ważnym, bo jedynym takim. 

A Bóg? Bóg prosi, by być dla Niego. Jego nie kręcą idealne maszyny, doskonałe systemy i mądre teorie. On upodobał sobie relacje, przyjaźnie, spotkania. Taki niepraktyczny ten nasz Bóg jak na szefa firmy "Wszechświat". A jednak wszystko kręci się jak trzeba.

niedziela, 4 września 2016

Małe jest piękne

Za chwilkę wyruszam na Jasną Górkę. 
Tak, to nie literówka z tą "Górką". Jasna Górka jest koło Ślemienia (okolice Żywca z pięknymi widokami na Beskidy) i jest małym, miejscowym sanktuarium Matki Bożej. Właśnie dzisiaj ten wizerunek Madonny będzie koronowany.
Bo Maryja chce królować nie tylko w wielkich stolicach, ale i w naszych miasteczkach i wioskach, a nade wszystko w naszych duszach. W tym co swojskie i najbliższe. Jest regionalną patriotką (ale ponieważ mieszka w wielu regionach, jest także bardzo uniwersalna :-)) 
A nawet więcej. Uwielbia mieszkać u każdego z nas indywidualnie w domu. Nie przeszkadzają Jej okruchy na stole czy zabawki dziecka rozrzucone na podłodze. To akurat są Jej klimaty. 
Nawet, jeśli nasz dom jest nieco przybrudzony konfliktami, a z sufitu smętnie zwisa pajęczyna smutku, to tym bardziej Ona chce tu wejść. 
Maryja zna nie takie groty i jaskinie. A wraz z Nią zna je Jej Syn, bo się w czymś takim urodził. To są ich pałace.
Zatem zaprośmy Ich bez lęku. Posadźmy na takim taborecie jaki mamy i powiedzmy Im dzisiaj: Oto Wasze królestwo! Rządźcie sobie tu jak chcecie.


piątek, 2 września 2016

Rekolekcje weekendowe

Serdecznie zapraszam na rekolekcje, które poprowadzimy w Siedlcu k Krzeszowic w dniach 14-16 października.

Trwa Rok Miłosierdzia, dlatego rekolekcje będą o Panu, który darował nam 270 ton złota długu.

Więcej informacji i formularz zgłoszeń na stronie:
www.domrekolekcyjnysiedlec.pl

obraz Jezusa Promieniującego z kaplicy domu rekolekcyjnego w Siedlcu

środa, 31 sierpnia 2016

Kiedy świadkiem jest tylko lustro...

Witam wszystkich po wakacyjnej przerwie.
Ta przerwa to coś więcej niż tylko brak wpisów na blogu. Milczenie baaaaardzo służy głoszeniu, gdyż słowo musi najpierw dojrzeć w ciszy. Bez tego głoszenie przeradza się w czczą paplaninę, a tej jest już i tak za wiele.
Dobrze tę prawdę oddaje zdanie, które ostatnio znalazłam w Gościu Niedzielnym. Marcin Jakimowicz w wywiadzie z Maciejem Wolskim mówi: "Dawid nie bał się potyczki "w świetle reflektorów" z Goliatem, bo stoczył wiele ukrytych bitew, gdy nikt go nie widział." A M. Wolski odpowiada: "Najważniejsze bitwy wygrywamy w domu, gdy nikt nas nie widzi. To klucz do naszego życia. Myślę, że Bóg powołuje nas ze względu na wybory, których dokonujemy w ukryciu." GN 35(2016)
Otóż i to.
Medialna obecność skłania bardziej do dbania o wizerunek, PR, odbiór itd. Odruchowo człowiek przegląda się bardziej w oczach innych, niż w lustrze swojego sumienia i łatwo wtedy stracić odniesienie do niezmiennych wartości. By zachować równowagę, potrzeba czasu, gdy oglądamy siebie jedynie w oczach Boga. Gdy, z dala od presji otoczenia, możemy w ciszy posłuchać Słowa i stanąć w prawdzie przed Tym, który widzi głębiej.

To odwieczne napięcie między treścią a formą.
Oczywiście, nie znaczy to, że treść Dobrej Nowiny ma być przekazywana byle jak, owinięta w gazetę albo w szary papier. Nie. Trzeba zadbać o to, by forma - opakowanie zachęciły, zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie znają jej słodkiego smaku i nie sięgną po Ewangelię bez zachęty/przynęty :-).
Ale dbając o opakowanie, nie można zapomnieć o zawartości.
Bo głoszenie Dobrej Nowiny ma swoje zasady - możesz dać tylko to, coś sam przyjął.
Możesz przekazać prawdę o Miłosierdziu Boga, gdy sam doświadczysz bycia dłużnikiem winnym 270 ton złota, któremu Pan darował dług. Możesz mówić o Bożej miłości, jeśli pozwalasz się kochać Bogu nie próbując sobie zasłużyć na Jego uznanie. Możesz...
Możesz, jeśli najpierw, w ciszy, stajesz przed lustrem Słowa i pozwalasz, by Ono cię przeniknęło.
Owszem, można być "dostawcą" Słowa. Przewieźć je na motorynce jak pizze z dostawą do domu i samemu zostać głodnym. Wtedy Jezus powie: "zachowujcie co mówi, ale jego uczynków nie naśladujcie". Ale co to za głoszenie. Dajmy spokój. Szkoda na to czasu...


czwartek, 11 sierpnia 2016

Miłość to także wymagania

Kochani, od dłuższego czasu w komentarzach pojawił się, oględnie mówiąc, chaos i przepychanki. Być może dla kilku osób jest to naturalne środowisko życia, ale dla mnie - nie.  Raz i drugi, łagodnie sugerowałam, żeby popracować na stylem i treścią wypowiedzi, ale bez skutku. Gdy upomnienie nie przynosi skutku, przychodzi czas na postawienie wymagań. 
Każdy może prowadzić bloga, a po za tym są liczne fora, gdzie każdy może dyskutować do woli. Jeśli jednak ktoś chce wypowiadać się tutaj (w jakiś sposób jest gościem w moim domu), musi przyjąć panujące na tym terenie zasady. 
Podałam je już poprzednio, ale widać, bez skutku. Np. prosiłam o podpisywanie się jakimś nickiem, żeby można było zrozumieć o co komu biega. Prosiłam także, by pisać KOMENTARZE, czyli teksty nawiązujące do treści posta. Ale czytanie ze zrozumieniem nie jest jak widać łatwą umiejętnością.
Stąd, niestety, dla dobra ogółu, będę zmuszona włączyć weryfikację komentarzy. 
Przepraszam wszystkich Czytelników bloga za to utrudnienie, ale nie widzę innego wyjścia.
Serdecznie pozdrawiam i do usłyszenia po wakacjach. Popatrzcie na piękno przyrody i wróćcie tutaj 1 września :-)

środa, 3 sierpnia 2016

To się nazywa wstać z kanapy!

Modne się już stało papieskie wezwanie, żeby wstać z kanapy i zamienić ją na wyczynowe buty. Ale gdy my sobie o tym rozmawiamy, niektórzy robię to w praktyce.
2 sierpnia, a więc niebawem po zakończeniu ŚDM-u, w naszej kaplicy s. Celina złożyła Bogu swoje śluby zakonne w Zgromadzeniu Sióstr Duszy Chrystusowej. Po okresie nowicjatu, zdecydowała, by poświęcić swoje życie Bogu i służbie ludziom. 

chwila odczytania napisanej własnoręcznie formuły ślubów zakonnych...

To jest radykalne zostawienie kanapy i założenie prawdziwie wyczynowych butów. Wyczynowych, bo nie każdy jest zdolny do tego, by pójść za Jezusem czerwonym szlakiem życia według rad ewangelicznych. 
Polecam Ją Waszym modlitwom. Proście także za tych młodych ludzi, których Bóg wzywa do życia kapłańskiego i zakonnego, żeby mieli odwagę podjąć wyzwanie i iść za Jezusem.
A jeśli ciebie wzywa Bóg, to nie wahaj się. Kanapy wychodzą z mody...

wtorek, 2 sierpnia 2016

ś.p. Kard. Franciszek

Ś.P. Kard. Franciszek - przez większość mojego życia mój Biskup mojego Krakowa... Niech Pan obdarzy Go chwałą nieba...

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Dwie pielgrzymki, czyli o tym jak do Polski przyjechali Papież Franciszek i Papa Francesco...

Tak, tak, właśnie takie wrażenie może mieć ktoś, kto słuchał i uczestniczył w ŚDM (należę do tych szczęśliwców), a potem czytał rewelacje niektórych gazet i portali...
Było ich dwóch!
Jednego spotkali owi dziennikarze, a drugiego młodzież i reszta 2,5 milionowej rzeszy ludzi.
Zresztą trudno się temu dysonansowi poznawczemu dziwić.
Można to było przewidzieć wcześniej, gdy przedstawiciele mediów z uporem maniaka zadawali wszystkim pytanie: Czego się spodziewasz po wizycie Papieża Franciszka?
Jeśli się spodziewam, to znaczy, że będę słuchać i patrzeć z tezą, z jakimś założeniem, z wybiórczą wrażliwością, skoncentrowana jedynie na tym, co odpowiada na moje oczekiwania.
W tym spodziewaniu ukryty jest filtr, który uniemożliwia przyjęcie przesłania Papieża.
I rzeczywiście, na skutki nie trzeba było długo czekać.
Jak na zawołanie pojawiły się "przesłania", tylko że nie Papieża, ale tych spodziewaczy.

Kiedy Bp Grzegorz Ryś przygotowywał ewangelizatorów ŚDM-u na spotkanie z Papieżem, powiedział: Po prostu słuchajcie i patrzcie. Słuchajcie, co mówi i patrzcie, co robi. Bo to jest prorok, więc ważne są nie tylko słowa, ale i gesty...

Zrobiłam tak. 

I otrzymałam niesamowite przesłanie wzywające mnie do nawrócenia serca.
Nawet nie próbuję się tym dzielić, bo to zbyt osobiste doświadczenie.

Wierzę jednak głęboko, że Papa Francesco przyniósł je każdemu z nas.

Dlatego teraz, gdy ŚDM się skończył, warto odłożyć gazety i na spokojnie poczytać/posłuchać (po raz pierwszy lub kolejny) tego, co mówił Papież. Najlepiej wszystko po kolei. Aż się ułoży z tego jakaś wizja i prawdziwe zrozumienie, co On tak naprawdę chciał nam przekazać.