sobota, 16 listopada 2019

Między bezradnością a iluzją wszechmocy


Dzisiaj więcej się mówi o doświadczeniu mocy Boga. I dobrze. Chcemy, by Bóg działał w nas i wokół nas i by objawiał swoją potęgę. Pragniemy tego! Przecież wierzymy, że pomiędzy nami jest ten sam Jezus, który działał znaki i cuda. Wierzymy w Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Co więcej, ufamy, że On nas kocha. Więc, czy nie należy się spodziewać, że On użyje swojej mocy dla naszego dobra?
Jednak zanim ktoś zacznie szukać po księgarniach poradnika w stylu „Jak otworzyć się na moc Boga w swoim życiu?”, musi zadać sobie pytanie, czego tak naprawdę pragnie. Bowiem w pragnieniu mocy może być ukryty haczyk nieprzyjaciela.
Od zawsze siła, która daje władzę deprawowała ludzkie dusze i zapewne będzie deprawować do końca świata. Pokusa, by móc więcej niż inni jest stara jak świat. Nawet tam, gdzie chodzi o sprawy najświętsze, nie jesteśmy wolni od jej sideł.
Kiedy pragniesz, by moc Boga objawiła się w twoim życiu, musisz mocno przylgnąć do samego Jezusa. Do OSOBY. Nie do tego, co On może lub co można dzięki Niemu otrzymać. Do Niego samego. Św. Paweł mówi, że najwyższą wartością dla niego jest poznanie Jezusa „zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach” (Flp 3, 10). Najważniejsze jest być z Jezusem, przy Nim, dla Niego, pośród chwały i mocy, ale także wtedy, gdy On jest wzgardzony, lekceważony i gdy nic się nie dzieje, gdy nie ma cudów, nie ma mocy, jest szaro i zwyczajnie.
Zresztą sam Bóg dba o to, byśmy  nie wpadli w sidła pokusy wszechmocy. Otóż drzwi do doświadczenia prawdziwej mocy Boga zazwyczaj są ciasne i wymagają tego, by zgiąć kark. Moc Boga zaczyna działać dokładnie tam, gdzie kończą się nasze możliwości. Właśnie to miejsce, ten czas, ta sytuacja, gdzie doświadczamy granic naszej siły i władzy jest uprzywilejowaną przestrzenią objawienia się wszechmocy Boga. Doświadczenie bezradności, niemocy, wyczerpania wszystkich możliwości, może być początkiem rozpaczy, rezygnacji, upadku, ale także punktem zwrotnym w otwarciu się na doświadczenie mocy Boga. Wtedy człowiek WIE, że to nie jego moc, ale Kogoś ponad nim. I to chroni nas przed pychą i nadmuchiwaniem swojego ego.
Podam dwa przykłady. Jeden z Biblii, drugi z życia.
(J 6) Jezus rozmnożył chleb. Apostołowie rozdawali ten chleb. Cud dokonywał się poprzez ich ręce. Jak łatwo uwierzyć, że samemu się jest wyjątkowym i kimś ponad ten tłum głodomorów wokoło… Zanim jednak cud się dokonał, Jezus prowadzi z Apostołami dziwny dialog. Pyta Filipa: „Skąd kupimy chleba?” Ewangelista dopowiada, „mówił to, wystawiając go na próbę”. Bo przecież wiedział, co zamierza zrobić. Więc po co to pytanie? Filip musi się przez nie skonfrontować z faktami. A te są takie: Nie starczy! Choćby nie wiem, co, nie da się tych ludzi nakarmić! Apostołowie muszą doświadczyć granic sowich możliwości, dotknąć swojej bezradności. Mają pięć chlebków i dwie rybki. To wszystko, na co ich stać!
Doświadczenie bezradności jest bolesne. Ale jest szansą.
Zresztą Jezus znając ludzką naturę, także po dokonaniu cudu, chroni uczniów przed popadnięciem w triumfalizm. Sam ucieka na górę przed tłumem, a Apostołów wsadza do łódki, by płynęli na drugi brzeg. Wiosłują. Doświadczają znowu własnych ograniczeń. Jest ciemno, wiatr przeciwny, są sami, zdani na własne siły.
I znowu zwrot akcji: Jezus przychodzi do nich po jeziorze i sprawia, że łódka znajduje się cudowne przy brzegu! I tak dalej, i tak dalej. Ludzka słabość i moc Boża, splecione razem.
I żeby nie było tylko o wydarzeniach sprzed dwóch tysięcy lat, historia sprzed 6 lat. Paweł był pacjentem ośrodka Monaru. Po latach brania heroiny, wyszedł z nałogu, ale okazało się, że jego wątroba jest tak zniszczona, że nie ma po ludzku sposoby, by go leczyć. Guz wątroby uniemożliwia leczenie HCV, a HCV jest przeszkodą do przeszczepu wątroby. Przyjechał na rekolekcje do Siedlca z kolegą i szefową Monaru. Było tam wiele osób, o lepszej przeszłości, większych możliwościach, ale właśnie całkowita bezradność przyciągnęła moc Boga. Paweł został całkowicie uzdrowiony w ciągu jednej chwili. Dzisiaj pracuje, ożenił się, remontuje dom i chce zdać maturę, żeby w przyszłości pomagać innym uzależnionym. Jest zwykłym, niepozornym facetem. A ja czekam na ciąg dalszy i jestem pewna, że zobaczę jeszcze większe działa Boże w jego życiu.
P.S. Tekst publikuję, więc będzie można to moje przekonanie zweryfikować po latach!

1 komentarz: