środa, 13 czerwca 2018

ziarno gorczycy- I Piesza Pielgrzymka do Siedlca

W sobotę 9 czerwca 2018 miało miejsce ważne wydarzenie. Nie, nie pisały o tym gazety. Poza małymi zajawkami na FB, nie było o tym szumu. Zresztą, wcale nie miało go być. Bo rzeczy cenne muszą dojrzewać w ciszy.
Otóż, 9 czerwca w sobotę rano ruszyła z Krakowa-Prądnika Białego do Siedlca I Piesza Pielgrzymka.
Było nas ok. 40 osób. Przeszliśmy dystans ok. 25 km pomiędzy miejscem, gdzie M. Paula Tajber - Założycielka Zgromadzenia Sióstr Duszy Chrystusowej spędziła większość życia, a domem, w którym 28 maja 1963 r. zmarła.
Może ktoś powie: "Ale cóż w tym nadzwyczajnego. Tak wiele jest różnych wydarzeń, eventów, wielkich i małych imprez religijnych..." 
Zgadzam się, ale kto uczestniczył, ten wie, że był w tym wydarzeniu jakiś niesamowity potencjał duchowy.
Coś mi mówi, że z tego ziarnka wyrośnie piękne drzewo.


I Pielgrzymka odbyła się w 55. rocznicę śmierci M. Pauli Tajber. Juz teraz zapraszam za rok. A na zachętę, kilka migawek z filmiku:

https://youtu.be/GeJGv2ZL92c

środa, 6 czerwca 2018

Miód i ocet

Pisałam jakiś czas temu o tym, że mocno porusza mnie fragment z Psalmu 81:
"Sycił ich miodem z opoki".
Nic się nie zmieniło od tamtej pory. Dalej te słowa pracują w moim sercu. Niosą przesłanie, którego nie jestem w stanie wyrazić słowami. A Bóg, który jest wierny w swoim prowadzeniu pokazuje ciąg dalszy: wczoraj natrafiłam na takie słowa św. Augustyna:
"Miodem chce cię Bóg napełnić; jeśli jesteś pełen octu, gdzie podziejesz miód? Usunąć trzeba to, co jest w naczyniu, oczyścić trzeba naczynie, oczyścić należy, choćby to kosztowało wiele trudu i bólu, aby było w nim miejsce na tę tajemniczą rzeczywistość".

Bóg odsłonił przede mną niewyobrażalnie pociągający urok tej "tajemniczej rzeczywistości", ukrytej pod symbolem miodu płynącego z opoki. Słodyczy, która nie jest tanim sentymentalizmem, ale mocą miłości. Ale życie nie znosi pustki. W czasie, gdy tęsknota za słodyczą łaski była jedynie nieuświadomionym skowytem duszy (to jest opowieść o moim i Twoim, Bracie i Siostro, sercu), nasze wnętrza napełniały się octem rozgoryczenia i zwątpienia.

I właśnie tym octem poiliśmy naszego Pana (Łk 23, 36), szydząc z Jego bezbronnej miłości.

Przesadzam? Nie sądzę. 

I jeszcze jedno. Właśnie tak Jezus nas zbawia. Przyjmuje ocet naszego zgorzkniałego serca w siebie i w zamian daje miód swojej słabej/mocnej miłości.

Inny obraz, który to wyraża, a o którym już wspominałam: Bóg chce dać nam serce nowe. Serca z ciała, zamiast serca z kamienia (por. Ez 36, 26). Ta przemiana dokonuje się, bo Jezus przychodzi do nas z, jak to się pięknie mówi, "sercem na dłoni". I to serce krwawi na ostrych brzegach naszych kamiennych, chropowatych serc. I właśnie ta krew, rozpuszcza twardość kamienia.

Mnie to powala na kolana.