czwartek, 9 maja 2019

Zwykły dzień z życia chrześcijanina

Dwa obrazki z życia zwykłych chrześcijan:
Filip budzi się rano i słyszy w głowie taki głos: "Wstań, idź na południe, na drogę, która wiedzie z Jerozolimy do Gazy. Jest pusta".
Filip nie idzie do lekarza, martwiąc się o stan swoich nerwów. Nie przeżywa nawet niepokoju, że zdarzyło się w jego życiu coś nadzwyczajnego. Po prostu wstaje i idzie. (Dz 8, 26-27)
Obrazek drugi:
W Damaszku mieszkał pewien człowiek. Miał na imię Ananiasz. Pewnego dnia Pan przemówił do niego: "Wstań i idź na ulicę, która nazywa się Prosta i odszukaj Szawła w domu Judy.
Ananiasz przeżywa opory, z powodu tego nadzwyczajnego wezwania. Ale nie dlatego, że ma ono charakter nadprzyrodzonego objawienia, tylko dlatego, że Bóg posyła go do człowieka niebezpiecznego. Ananiasz, jakby to była rzecz najbardziej zwyczajna dyskutuje z Bogiem w swoim widzeniu na temat sensu takiej wyprawy, a potem przekonany przez Boga, wstaje i idzie. (Dz 9, 10-17).
Ananiasz jest zwykłym szeregowym chrześcijaninem. Nie jest Apostołem, czy nawet diakonem jak Filip. Poza tą sceną nigdzie więcej nie jest wspomniany w Piśmie św.

Bądź jak Ananiasz.

środa, 1 maja 2019

Wieczna jak trawa

To naprawdę ostatni dzwonek na otrząśnięcie się z marazmu i zimowego uśpienia. Naprawdę nie ma na co czekać. 
Przemawiają za tym dwa potężne argumenty:
Wielkanoc i trawa.

Argument pierwszy: Wielkanoc
Kiedy Jezus dyskretnie opuścił ciemności grobu, zmienił bieg życia. Już ono nie zmierza od narodzin do śmierci. Zmierza do życia w obfitości.
Świadomość zmierzania do śmierci ciążyła nad wszystkim: nad każdym nowym pomysłem i projektem (zdążę?); nad planowaniem przyszłości i rozważaniem doświadczeń przeszłości (tyle zmarnowanych chwil, a jest ich coraz mniej!). Ciążyła już nad kolebką, a jej złowrogi cień przesuwał się nad głowami za każdym razem, gdy pojawiało się jakiekolwiek zagrożenie dla życia. Nieunikniony koniec!
Ale ten ponury cień został usunięty.
Smutek żałoby jest ciągle bolesny, ale nadzieja, że skoro Jeden wrócił z cmentarza, to i następni kiedyś to zrobią, zmienia optykę.

Argument drugi: trawa
Zaczęła się wiosna i trawa ekspansywnie zdobywa coraz to nowe tereny, nawet między chodnikowymi płytami i kostkami. Niepokonana.
A przecież nie tak dawno wyglądała na martwą i okowy zimna nie dawały nadziei na nowe życie. Pamiętacie, że jeszcze kilka dni temu przyroda wydawała się nieśmiałą dziewczynką z zapałkami, bezbronnie wystawioną na łaskę okrutnego chłodu. A teraz proszę! Pyszni się bogactwem zieleni i kwiatów. 
Bo trawa, jak mówi Autor Dezyderaty, jest jak miłość, wieczna. Nic jej nie pokona.

Dlatego jest czas, by na nowo uwierzyć w miłość i nie podchodzić do niej cynicznie, bo to własnie ona przeprowadza nas przez doliny rozczarowania i oschłości. Czas chłodu już minął. 
Winter isn't coming but spring!



P.S. W wielkanocnym prezencie tekst Dezyderaty, jakże zawsze aktualny.

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.
Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.
Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz
w zmiennych kolejach losu.
Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów
i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.
Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj.
I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje,
czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.

niedziela, 28 kwietnia 2019

Dobra Nowina dla tych, którym się w życiu nie poszczęściło....

Żeby zostać uzdrowionym, trzeba najpierw być chorym. Żeby zostać pocieszonym, trzeba najpierw wylać wiele gorzkich łez. Żeby powrócić do życia, trzeba doświadczyć śmierci. Żeby wiedzieć, czym jest całkiem bezwarunkowa miłość Ojca, która przygarnia, trzeba poczuć najpierw ból sieroctwa.
I podobnie, nie da się doświadczyć miłosierdzia, jeśli nie czujesz się grzesznikiem.
Nasze braki, głody, nieszczęścia i błędy mają ukrytą w sobie drogocenną perłę, której blask objawia się, gdy oświetli ją Boża Obecność.
Wystarczy przyjść do Boga i odsłonić przed Nim swe rany, tak jak Jezus odsłonił Swoje przed zdumionymi Apostołami w Wieczerniku.
Prawda Ewangelii wywraca do góry nogami mądrość tego świata, który dzieli ludzi na bogatych, zdrowych i sławnych oraz tych, którym się w życiu nie poszczęściło. Ci pierwsi mają być w świetle reflektorów i na ustach świata, a ci drudzy pozostawać w cieniu wstydliwie skrywanej biedy.
Ale Bóg nie zgadza się na taki porządek świata.
Dlatego Światło przyszło na świat.
Niezauważone przez oślepionych reflektorami, ale tak bardzo upragnione przez mieszkańców cienistej krainy śmierci. 
Przyszło.
I okazało się, że rzeczy nie są tak oczywiste i jednoznaczne.
Przecież bogaci, wykształceni, piękni i szeroko uśmiechnięci do kamer nie pokazują nam swojego prawdziwego wnętrza, ale wersję oficjalną. Czyż nie temu służy cały PR? Pod maską zwycięzcy nieraz kryje się jęczący w bólu samotności człowiek. Zbyt wiele energii w wizerunek, kosztem tego, co wewnątrz - 
Duszy. 
Naszego prawdziwego Domu.
Zatem zajrzyjmy dzisiaj w to, tak rzadko uczęszczane miejsce.
Co tam słychać w środku?
Nie wszystko jest takie jak z telewizora? I dobrze.
Każdy z nas doświadcza jakiegoś braku, niespełnienia, potrzeby...
I wbrew pozorom, to jest nasza szansa, a nie przekleństwo.
To ten brak, przywołuje Tego, który może i chce dać nam pełnię.
"Głębia przyzywa głębię" Ps 42, 8
Głębia mojej słabości, przyzywa głębię Bożego Miłosierdzia.


Niedziela Miłosierdzia

Polecam serdecznie mały wywiad dla Gościa na Niedzielę Miłosierdzia:
https://www.gosc.pl/doc/5506523.Jezus-krwawi

wtorek, 5 marca 2019

"W Jego ranach"

Zapraszam do lektury, a raczej modlitwy treściami zawartymi w mojej nowej książce "W Jego ranach". Są to rozważania Męki Jezusa, które wprowadzają nas na drogę wewnętrznego uzdrowienia. Jezus cierpiał, byśmy znaleźli w Jego ranach uzdrowienie naszych dusz. Niech zatem Jego Męka nie będzie daremną. Amen.


wtorek, 12 lutego 2019

konferencja czwartkowa

Zapraszam serdecznie 14 lutego na moją konferencję, która odbędzie się w kaplicy Sióstr Duszy Chrystusowej w Krakowie- Prądniku Białym (ul. M. Tajber 1).
O czym będzie? Cóż, 14 lutego musi być o miłości, ale miłość nie jedno ma imię, więc trochę niespodzianka i kot w worku :-)
Startujemy o 19.30. Jak zwykle pół godziny przed będzie adoracja.
Do zobaczenia :-)

sobota, 2 lutego 2019

Życie konsekrowane


2 lutego obchodzimy Dzień Życia Konsekrowanego. W roku 1997 ustanowił go Jan Paweł II, by zwrócić uwagę całego Kościoła na tę jego część, którą sam nazywał „sercem Kościoła”.
Serce chociaż jest ukryte, dostarcza krew i życie do wszystkich części ciała. Tak samo klasztory są ukrytymi miejscami, gdzie w wymiarze duchowym, przez modlitwę odżywiany jest cały Kościół. M. Paula Tajber, która założyła Zgromadzenia Sióstr Duszy Chrystusowej do którego należę, używała innego, równie sugestywnego, chociaż bardz
iej nowoczesnego porównania. Pisała, że życie zakonne jest jak elektrownia w mieście, która przez modlitwę i ciągłą łączność z Bogiem dostarcza światu duchowej energii. Jest w tym wiele prawdy. Jednak w Kościele – Mistycznym Ciele Jezusa, wszyscy jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Kapłani i świeccy potrzebują modlitwy i posługi zakonników i sióstr zakonnych, a osoby konsekrowane potrzebują wsparcia ze strony reszty Kościoła, szczególnie wtedy, gdy świat, w którym żyjemy, kwestionuje sens i celowość powołania zakonnego.
W Mistycznym Ciele Jezusa wszyscy jesteśmy równi. Jesteśmy ukochanymi synami i córkami Boga. Każdy z nas jednak, tak jak to się dzieje w ciele, pełni inną funkcję, przez którą pomaga innym.
Zadaniem życia konsekrowanego jest przede wszystkim dawanie świadectwa o Bogu. Bycie znakiem. Często znakiem zapytania, gdy ludzie spotykając zakonnika czy siostrę zakonną zaczynają sobie zadawać pytanie: „Dlatego on/ona tak żyje?”. Jest to znak prorocki, przypominający o pierwszeństwie Boga i Królestwa Bożego przed wszystkimi sprawami tego świata.
Oczywiście, wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy jesteśmy w drodze do świętości, dlatego także osoby konsekrowane dojrzewają do swojej misji, czasem popełniając błędy i niewierności. Bo wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami w drodze do nieba. Dlatego musimy się wzajemnie wspierać i pomagać sobie w tej drodze.
Zatem w tym dniu w imieniu wszystkich osób zakonnych, szczególnie Sióstr Duszy Chrystusowej, dziękuję za okazywaną życzliwość i za życzenia, które dzisiaj tak licznie otrzymujemy. Święto minie, ale dobroć i życzliwość trwają. Bóg zapłać J

Siostry Duszy Chrystusowej pozdrawiają :-)

niedziela, 13 stycznia 2019

Mission (im)possible

Syn Boży przyszedł jako człowiek na ziemię z konkretną misją. Przyszedł zbawić ludzi. My, jako Jego Ciało - Kościół, uczestniczymy w tej misji. Czyli w czym? Niby wiemy, co to jest zbawienie, ale to słowo nie jest używane w innym kontekście niż tylko religijny, zatem nie kojarzy się nam z niczym konkretnym, egzystencjalnym. Stąd wiele osób nie reaguje zbyt entuzjastycznie na to, że "mogą być zbawieni". Sami chrześcijanie też nie zawsze czują się zbawieni, bo nie bardzo wiedzą, co to zmienia w ich życiu. A przecież jest to jak wygrana w totka, połączona z cudownym ocaleniem z katastrofy lotniczej i narodzinami oczekiwanego dziecka! :-)
Spróbujmy zatem wgryźć się głąb tego doświadczenia, szukając klucza w wydarzeniu otwierającym misję Jezusa - w momencie Jego chrztu w Jordanie.
Jezus zanurza się w wodach Jordanu. Zanurza się w naszej ludzkiej egzystencji, ze wszystkimi jej aspektami, także ze złem, grzechem, krzywdą i rodzącą się z niej chęcią zemsty, z przemocą, ze wszystkim. I słyszy Głos Ojca: "Ty jesteś mój Syn umiłowany. W tobie mam upodobanie".  Jezus, jako człowiek, czuje się kochanym synem Boga. 
Jego misją jest to, by inni ludzie mogli tez doświadczyć tej przemieniającej wszystko miłości.
Pamiętacie Syrofenicjankę i jej dialog z Jezusem o dzieciach i psach? (por. Mk 7, 25-30). Zasadniczo mamy właśnie taką alternatywę: albo czuć się dzieckiem albo psem walczącym pod stołem o resztki.
Wilcze odruchy są nieuniknione, jeśli ludzie nie czują się kochani i bezpieczni. Nic nie pomogą wskazanie moralne, groźby, prośby. Jeśli nie jesteś kochany, to musisz walczyć o przetrwanie, czasem skamleć, czasem warknąć, czasem zamerdać ogonem, bo akurat to się opłaca. Nawet, jeśli raz na czas trafi się większy ochłap i poczucie sytości, nie ma pewności na przyszłość. Lęk rodzi agresję, zazdrość i skąpstwo. I tak to się kręci w tym "ludzkim"świecie, gdzie, jak ktoś powiedział "homo homini lupus est".
Ale to nie jest jedyny sposób egzystowania (bo trudno to określić życiem).
Jezus przyszedł, by przekonać nas, że jesteśmy ukochanym synami i córkami Boga. Poczucie, że jest Ktoś kto o ciebie dba, słucha twoich potrzeb, rozumie cię, akceptuje, wspiera, afirmuje, zachwyca się tobą.... sprawia, że zaciśnięte szczęki rozluźniają się w pogodnym uśmiechu. Zaczynasz słyszeć, że masz bijące serce, zamiast tylko pulsujących stresem guli na szyi. Nawet w cierpieniu możesz płakać, bo jest ktoś kto pociesza i wspiera.
Brzmi jak bajka? Nie dziwię się, bo to rzeczywiście wejście do innego świata, gdzie wchodzi się nie przez drzwi od szafy, ale wąską bramę Chrztu.
Problem polega na tym, że jesteśmy kochani, ale tego nie przeżywamy, bo wilcze zwyczaje tkwią w nas głęboko. Kiedyś Marcin Jakimowicz zapytał mnie: "Czemu wątpimy w miłość Boga i ciągle chcemy upewnień, przecież mój syn nie przychodzi do mnie ciągle, by się upewnić, że go kocham. On to wie". "Bo nigdy nie  doświadczył sieroctwa" - odpowiedziałam odruchowo. A później przyszła refleksja: my wszyscy nosimy w sobie ślad tego sieroctwa, bo urodziliśmy się poza rajem.
Jak długo musi się człowiek upewniać u Boga, że jest kochany? Nie wiem. Wiem natomiast, że kiedy przeważy w nim spokojna pewność bycia przygarniętym, jakość życia zmienia się znacząco. Nawet, jeśli chwilami wraca lęk i sieroce odruchy (szczególnie w spotkaniu z wilkami), to ma do kogo uciec i odzyskać równowagę.
I jeszcze to wiem, że syn/córka Boga, czując się bogatym i sytym, staje się hojnym w dawaniu innym poczucia wartości i godności. Afirmuje, wspiera, akceptuje, przygarnia...
Uczestniczy w misji Jezusa po prostu...


P.S. O byciu owcą lub wilkiem można poczytać też tu:


niedziela, 6 stycznia 2019

To się już nie odzobaczy...

Boże Narodzenie, a  potem Epifania. To ma sens. Wydarzenie i objawienie. Fakt i jego percepcja. To własnie tak działa w naszym życiu. Pomiędzy prawdą, a jej przyjęciem przez nas jest przestrzeń. Czasem przekroczona z szybkością dźwięku, gdy dociera do nas słowo; czasem trwa to całe lat, gdy musimy dojrzeć do przyjęcie jakiejś prawdy.
Syn Boży stał się człowiekiem. To fakt, prawda, wydarzenie.
Jednak, by ta prawda przemieniła nasze życie, musi zostać objawiona, potrzebuje zajaśnieć przed nami, dotrzeć, rozbłysnąć.
"To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce - bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione" 1 J 1,1-2

Dobra Nowina zaczyna działać w naszym życiu dopiero wtedy, gdy ją ujrzymy, dotkniemy, posmakujemy, doświadczymy. Gdy się nam objawi.
Bo wtedy, to co się zobaczyło już się nie odzobaczy. Nie da się zaprzeczyć, ani wyprzeć. Po prostu staje się częścią naszego życia. 

Niech się tak stanie z prawdą o Wcieleniu Syna Bożego. On naprawdę przyszedł jako człowiek.

piątek, 4 stycznia 2019

Pochwała przyjaźni

Witajcie w Nowym Roku! 
Początek roku to dobry okazja do nowego otwarcia. Wielu robi postanowienia noworoczne, zatem ja też. Jedno z nich właśnie realizuję, jak możecie zobaczyć na załączonym obrazku, czyli wracam do pisania :-) Tak, wiem, te postanowienia często mają życie krótkie jak muszka owocówka, ale i tak warto.
Początek roku jest też pretekstem do uporządkowania różnych spraw, ich hierarchii w naszym życiu. Na co dzień, rzeczy pilne wypychają rzeczy ważne, więc teraz, gdy nieco świątecznie zwolniliśmy tempo, warto poprzeglądać pozostawione w kącie skarby, by przywrócić im właściwe miejsce.
Znacie ten przykład ze słojem, do którego trzeba włożyć najpierw kamienie, potem żwir, piasek, a na końcu wlać piwo. Jeśli chodzi o płyn, zostawmy sobie tu pewną dowolność, ale istota rzeczy się nie zmienia: Gdy najpierw zajmiemy się rzeczami istotnymi (kamienie), to potem żwir naszej pracy, obowiązków, trosk o rzeczy doczesne i piasek spraw całkiem codziennych, jeszcze się zmieści. Także i piwo, które wyobraża mile spędzony czas :-)
Jednak, jeśli zaczniemy od piasku (pomijamy w ogóle opcję z piwnym początkiem!),  kamienie zostaną na zewnątrz.
Co jest Twoim kamieniem? Bez którego można wegetować, ale nie da się żyć naprawdę? I gdzie on teraz jest? Czy w samym centrum Twojego życia? Poznasz to po tym, że ciężki kamień w samym środku serca daje świetne wyważenie. Mało co potrafi takiego człowieka wywrócić. To naprawdę gwarantuje stabilność życiową.
Dałam temu postowi tytuł" Pochwała przyjaźni", bo tak nazywa się mój kamień. Właśnie "przyjaźń". Może dlatego, że słowo "miłość"... nie wiadomo, co dzisiaj dla kogo znaczy. Przyjaźń jest byciem w relacji, wspieraniem, chceniem dobra dla drugiego i przyjmowaniem, bez zawłaszczenia. Przyjaźń z Bogiem, przyjaźń z poszczególnymi ludźmi. Ile się da, wychylenie się ku innym, bez tracenia własnej tożsamości. Wolność w dawaniu, wdzięczność w przyjmowaniu i... takie tam :-)
Podoba się Wam taki kamień? Mnie się podoba. 


poniedziałek, 24 grudnia 2018

BOŻONARODZENIOWA MEDYTACJA


 „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Bo każdy but pieszego żołnierza, każdy płaszcz zbroczony krwią, pójdą na spalenie, na pastwę ognia. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki. Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona. I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze”. (Iz 9,1-6; 11,1-9) 
Izajasz zapowiada, że narodzenie Dziecięcia uwolni świat od sytuacji, które czynią ludzką egzystencję nieznośną. Życie w ciemnościach i w mroku, smutek, zniewolenie przez kogoś lub coś, wojny między narodami, a także te małe wojny nienawiści między ludźmi to wszystko niszczy człowieka, odbiera mu radość i poczucie sensu życia. 
Jednak jak malutkie Dzieciątko może nam pomóc? Cóż Ono może wobec zagubienia całych narodów, wobec nieszczęścia i niewoli, wobec agresji i przemocy, których pełny jest świat? Jest bezbronne i wypada dość słabo w konfrontacji z mocami ciemności. 
To prawda, Dziecię, by uwolnić świat musi urosnąć, ale już teraz jest Synem, Dziedzicem, na którego ramionach spoczywa władza. „Dana jest Mu wszelka władza na niebie i na ziemi”. Czas rośnięcia Dziecięcia to nie tylko okres dziecięctwa Jezusa podczas Jego ziemskiego życia. To także obecny czas aż do Paruzji, gdy Mistyczne Ciało Jezusa rozwija się aż do pełni. Gdy Pan powtórnie przyjdzie w chwale, wtedy objawi się pełnia Jego zwycięstwa nad złem. Święto narodzenia Jezusa jest okazją do przypomnienia sobie tej prawdy, że moc Boża zawsze przychodzi w postaci ziarna i od gleby naszego serca zależy czy wzrośnie. „Według wiary waszej wam się stanie”. 
Oto Jezus znowu przychodzi do nas jak małe ziarenko rzucone na świat. Wydaje się słaby i bezradny, ale w spotkaniu z glebą naszego serca może urosnąć jak wielkie drzewo przenikające korzeniami cały świat. Nie potrzebuje do tego naszej siły. On ma w sobie cały potencjał. Potrzebuje jednak naszej wiary, by się nią otulić jak dobrą miękką ziemią, w której będzie mógł wzrastać. Wtedy objawi się jako „Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju”, a Jego panowanie będzie „wielkie w pokoju bez granic”. 
Przeczytaj mesjańskie obietnice, zapisane na początku tego tekstu i zapytaj siebie, czy w nie wierzysz. Co myślisz, gdy przed Twoimi oczami roztaczany jest obraz bezpieczeństwa, sprawiedliwości i dobrobytu? Wsłuchaj się w swoje serce. Co się w nim rodzi? Ufność, że skoro Bóg tak powiedział, to tak musi się stać? Czy też wątpliwość poparta gorzkimi doświadczeniami? 
Postaraj się wydobyć to, co przeszkadza Ci uwierzyć w Słowo Boga i wypowiedz to przed Bogiem: zniechęcenie, zmęczenie, zbyt długą tęsknotę za Jego przyjściem, gorycz i poczucie skrzywdzenia. I z samej głębi tych doświadczeń zawołaj: „Przyjdź Panie Jezu. Amen” 
Pozostań w ciszy, czekając na Jezusa - Bożą Odpowiedź. 
On właśnie przychodzi.


poniedziałek, 19 listopada 2018