piątek, 24 stycznia 2020

Jak zostać królem. Albo kimś więcej :-)

Jest taka wiedza-doświadczenia, która przekracza ludzkie możliwości. Nie może jej kupić za żadne pieniądze. Także posiadanie władzy nie sprawia, że można ją zdobyć. Bo tego "oko nie wiedziało, ani ucho nie słyszało". Możesz być Rockefellerem i Rothschildem w jednym, albo królem (ostatnio, okazuje się, że niekoniecznie jest to upragniona posada :-) czy przywódcą supermocarstwa i nic. Nie pojmiesz i już. 
"Żaden z władców tego świata" tego nie pojął. Ale ty możesz. Bo Bóg objawia to, temu, kto Go kocha. (por. 1 Kor 2 7nn)
Jeśli kochasz Jezusa, masz dostęp do czegoś, co nie śniło się wielkim tego świata.

Cysorz ma klawe życie? Być może. Ale ja mam bardziej :-)


niedziela, 19 stycznia 2020

Pochwała przyjemności

Niedawno zakończył się piękny czas, gdy po ascetycznym "zostaw, to na Święta", realizowaliśmy niemniej wzniosłe wezwanie "Jedz, bo się zepsuje". Jednym słowem, z przyczyn natury religijnej, byliśmy skłaniani ku przyjemnościom, nie tylko zresztą kulinarnym, bo czyż piękne dekoracje świąteczne, nie były/są rozkoszą dla oczu?
A przecież, szybciej niż się spodziewamy, znowu zostaniemy wezwani do wielkopostnego zaciskania pasa. Nawet ten czas nazywany jest "karnawałem", czyli, w dosłownym tłumaczeniu, pożegnaniem z mięsem.
Jak to jest zatem z tymi przyjemnościami i pasieniem zmysłów? Dobre to, czy szkodliwe? Pomaga nam w drodze do Boga, czy nie? 
Zanim damy szybkie odpowiedzi w stylu: "cierpienie, pokuta i umartwienie to jedyna droga do Królestwa", albo, wprost przeciwne: "Wszystko jest dobre i jest darem Boga", spróbujmy zmierzyć się z tym tematem nie ideologicznie, ale egzystencjalnie. Kto z nas nie zna tego przytłaczającego uczucia, że zjadł za dużo? (moja znajoma mówi, że ciasteczko jest jak biskup w kościele, zawsze się znajdzie dla niego miejsce!) Czy to skłoniło Was do uwielbiania Boga za Jego dary czy wprost przeciwnie, zamuliło przyziemnie? Albo przeciwna sytuacja. Polak jak jest głodny, to zły. No to pomaga mu ten post czy nie?
Jak to jest z tymi przyjemnościami. Służą czy nie? Unikać czy połykać?

Gdy zastanawiałam się nad tym, przyszedł mi najpierw do głowy obraz raju. 
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, a na tej ziemi piękne drzewa i rośliny dające owoce i nasienie. A było to wszystko "dobre i piękne". Dobre i piękne! Różnorodność smaków, kolorów, kształtów była chciana przez Boga. A to wszystko nie tylko, by podtrzymać nasze życie, ale także, by sprawić nam przyjemność!

Jednak na świecie pojawił się grzech i rzeczy się skomplikowały.
Została naruszona harmonia. Harmonia w relacjach i harmonia wewnątrz człowieka. Człowiek wypowiadając Bogu posłuszeństwo, przestał Mu ufać i zaczął szukać szczęścia gdzie indziej. Zaczął oddawać chwałę stworzeniu, chociaż to ono miało mu służyć. Ale rzeczy tego świata nie potrafią zastąpić Boga. Przyjemność to nie to samo co szczęście.
Także wewnątrz człowieka pojawiła się anarchia. Uczucia i potrzeby wypowiedziały posłuszeństwo rozumowi i woli i w ten sposób zwyczajne cieszenie się przyjemnościami wymsknęło się spod kontroli. Potrzeby przepoczwarzyły się w pożądliwość, która nie służy człowiekowi, ale działa destruktywnie. Nie ma granic, nie zna zaspokojenia ani umiarkowania, a przede wszystkim mylnie określa cel ludzkiego życia. Bo przyjemność nie jest celem. Powiedzenie: "Apetyt rośnie w miarę jedzenia", to bardzo delikatny opis tego stanu permanentnego niezaspokojenia, który popycha człowieka do ciągłego szukania przyjemności bez ostatecznego poczucia sytości. 

I tak pojawiła się potrzeba ascezy. Niezależnie czy motywacja była natury religijnej czy nie, człowiek wiedział, że musi zrobić z sobą trochę porządku. Sposób był jeden: narzucić sobie ograniczenia jak koniowi wędzidło. Oczywiście, dawniej, tak samo jak dzisiaj, nie brakowało takich, którzy uważali, że po prostu trzeba puścić wszystkie hamulce i iść na całość, ale nawet nie chce mi się dyskutować z takimi poglądami.

Jednak życie z wędzidłem w pysku nie należy do szczęśliwych. Co całkiem smutne życie. Samemu sobie odbierać radość życia i pozbawiać się przyjemności... Hmm.. Może jednak, ci, którzy wybierają życia bez ograniczeń, nawet za cenę zezwierzęcenia mają rację?

Na szczęście, istnieje trzecia droga. Właśnie ją proponuje nam Jezus.
W Ewangelii św. Jana w Prologu znajdujemy takie zdanie:
"Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa." J 1,17

Prawo to właśnie wymaganie ascezy. Mówi ono jak powinno być, a ty, człowieku, staraj się spełnić te wymagania. Dobrze, że prawo jest, bo przypomina o porządku, ale nie daje siły do jego wypełnienia. Św. Paweł mówi: "Przez Prawo bowiem jest tylko większa znajomość grzechu." Rz 3,20. I tak to wyglądało zanim przyszedł Jezus.

A potem Chrystus przyniósł łaskę i prawdę. I to jest Dobra Nowina! Przez Jezusa otrzymaliśmy łaskę, czyli tę pewność, że Bóg nas kocha i jest nam życzliwy. Tylko ta miłość ma moc wypełnić serce człowieka. Przywraca mu poczucie spełnienia i godność. Przestajemy być głodomorami, próbującymi zapchać pustkę egzystencjalną serniczkiem. Zaczynamy patrzeć na rzeczy w prawdzie. Czy chrześcijanin nie potrzebuje ascezy, wyrzeczenia? Owszem, potrzebuje. Nie jesteśmy jeszcze w raju. Ale to kim jesteśmy dzięki łasce robi ogromną różnicę. Kiedy chrześcijanin czegoś sobie odmawia, robi to, bo wie, że nie wszystko przystoi królewskiemu dziecku. Mając poczucie bezpieczeństwa w Bogu i ogromu obdarowania w Nim, możemy powoli uczyć się na nowo cieszenia z przyjemności tego świata, nie nadając im większej wartości niż realnie mają. Bo przyjemność to tylko i aż przyjemność. I za nią chwała Panu!


P.S. A nawiasem mówiąc, uważam, że nikt tak nie potrafi cieszyć się życiem, jak ten, kto czuje się kochany przez Boga.
 



czwartek, 9 stycznia 2020

konferencja czwartkowa

"Pochwała przyjemności, czyli jak cieszyć się życiem po chrześcijańsku"
konferencja karnawałowa :-)

Zapraszam na kolejną konferencją czwartkową. A żeby nie było to tylko gadanie, po adoracji Najśw. Sakramentu (godz.19.00) i konferencji (godz. 19.30), zapraszamy na herbatę i jakieś małe ciasteczko.
Do zobaczenia na Prądniku Białym! :-)


poniedziałek, 18 listopada 2019

Bóg jest Ojcem!

Kochani, dzisiaj w naszym Zgromadzeniu obchodzimy Święto Boga Ojca. Co roku, w rocznicę cudownego ocalenia naszej Założycielki w czasie przeprawy przez granicę w czasie wojny polsko-bolszewickiej (18 listopada 1920), dziękujemy Bogu Ojcu za Jego opiekę, miłość, troskliwość i czułość.
W najbliższy czwartek 21 listopada zapraszam do naszej kaplicy w Krakowie-Prądniku Białym na konferencje dotyczącą właśnie tego tematu.
Co to znaczy mieć Boga za Ojca? Jak to zmienia nasze życie? Będzie o duchowym sieroctwie i czuciu się dziedzicem Królestwa. A przede wszystkim o tym, jak Paula Tajber "nauczyła się" ufać Bogu Ojcu. Zapraszam!
Jak zwykle o 19 będzie adoracja Najśw. Sakramentu, a potem o 19,30 - konferencja.

Wspominajcie dzieła Pana!



Z Pawłem i Gosią w kaplicy w Siedlcu. To właśnie tutaj 6 lat temu Paweł został cudownie uzdrowiony. Chwała Panu!

sobota, 16 listopada 2019

Między bezradnością a iluzją wszechmocy


Dzisiaj więcej się mówi o doświadczeniu mocy Boga. I dobrze. Chcemy, by Bóg działał w nas i wokół nas i by objawiał swoją potęgę. Pragniemy tego! Przecież wierzymy, że pomiędzy nami jest ten sam Jezus, który działał znaki i cuda. Wierzymy w Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Co więcej, ufamy, że On nas kocha. Więc, czy nie należy się spodziewać, że On użyje swojej mocy dla naszego dobra?
Jednak zanim ktoś zacznie szukać po księgarniach poradnika w stylu „Jak otworzyć się na moc Boga w swoim życiu?”, musi zadać sobie pytanie, czego tak naprawdę pragnie. Bowiem w pragnieniu mocy może być ukryty haczyk nieprzyjaciela.
Od zawsze siła, która daje władzę deprawowała ludzkie dusze i zapewne będzie deprawować do końca świata. Pokusa, by móc więcej niż inni jest stara jak świat. Nawet tam, gdzie chodzi o sprawy najświętsze, nie jesteśmy wolni od jej sideł.
Kiedy pragniesz, by moc Boga objawiła się w twoim życiu, musisz mocno przylgnąć do samego Jezusa. Do OSOBY. Nie do tego, co On może lub co można dzięki Niemu otrzymać. Do Niego samego. Św. Paweł mówi, że najwyższą wartością dla niego jest poznanie Jezusa „zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach” (Flp 3, 10). Najważniejsze jest być z Jezusem, przy Nim, dla Niego, pośród chwały i mocy, ale także wtedy, gdy On jest wzgardzony, lekceważony i gdy nic się nie dzieje, gdy nie ma cudów, nie ma mocy, jest szaro i zwyczajnie.
Zresztą sam Bóg dba o to, byśmy  nie wpadli w sidła pokusy wszechmocy. Otóż drzwi do doświadczenia prawdziwej mocy Boga zazwyczaj są ciasne i wymagają tego, by zgiąć kark. Moc Boga zaczyna działać dokładnie tam, gdzie kończą się nasze możliwości. Właśnie to miejsce, ten czas, ta sytuacja, gdzie doświadczamy granic naszej siły i władzy jest uprzywilejowaną przestrzenią objawienia się wszechmocy Boga. Doświadczenie bezradności, niemocy, wyczerpania wszystkich możliwości, może być początkiem rozpaczy, rezygnacji, upadku, ale także punktem zwrotnym w otwarciu się na doświadczenie mocy Boga. Wtedy człowiek WIE, że to nie jego moc, ale Kogoś ponad nim. I to chroni nas przed pychą i nadmuchiwaniem swojego ego.
Podam dwa przykłady. Jeden z Biblii, drugi z życia.
(J 6) Jezus rozmnożył chleb. Apostołowie rozdawali ten chleb. Cud dokonywał się poprzez ich ręce. Jak łatwo uwierzyć, że samemu się jest wyjątkowym i kimś ponad ten tłum głodomorów wokoło… Zanim jednak cud się dokonał, Jezus prowadzi z Apostołami dziwny dialog. Pyta Filipa: „Skąd kupimy chleba?” Ewangelista dopowiada, „mówił to, wystawiając go na próbę”. Bo przecież wiedział, co zamierza zrobić. Więc po co to pytanie? Filip musi się przez nie skonfrontować z faktami. A te są takie: Nie starczy! Choćby nie wiem, co, nie da się tych ludzi nakarmić! Apostołowie muszą doświadczyć granic sowich możliwości, dotknąć swojej bezradności. Mają pięć chlebków i dwie rybki. To wszystko, na co ich stać!
Doświadczenie bezradności jest bolesne. Ale jest szansą.
Zresztą Jezus znając ludzką naturę, także po dokonaniu cudu, chroni uczniów przed popadnięciem w triumfalizm. Sam ucieka na górę przed tłumem, a Apostołów wsadza do łódki, by płynęli na drugi brzeg. Wiosłują. Doświadczają znowu własnych ograniczeń. Jest ciemno, wiatr przeciwny, są sami, zdani na własne siły.
I znowu zwrot akcji: Jezus przychodzi do nich po jeziorze i sprawia, że łódka znajduje się cudowne przy brzegu! I tak dalej, i tak dalej. Ludzka słabość i moc Boża, splecione razem.
I żeby nie było tylko o wydarzeniach sprzed dwóch tysięcy lat, historia sprzed 6 lat. Paweł był pacjentem ośrodka Monaru. Po latach brania heroiny, wyszedł z nałogu, ale okazało się, że jego wątroba jest tak zniszczona, że nie ma po ludzku sposoby, by go leczyć. Guz wątroby uniemożliwia leczenie HCV, a HCV jest przeszkodą do przeszczepu wątroby. Przyjechał na rekolekcje do Siedlca z kolegą i szefową Monaru. Było tam wiele osób, o lepszej przeszłości, większych możliwościach, ale właśnie całkowita bezradność przyciągnęła moc Boga. Paweł został całkowicie uzdrowiony w ciągu jednej chwili. Dzisiaj pracuje, ożenił się, remontuje dom i chce zdać maturę, żeby w przyszłości pomagać innym uzależnionym. Jest zwykłym, niepozornym facetem. A ja czekam na ciąg dalszy i jestem pewna, że zobaczę jeszcze większe działa Boże w jego życiu.
P.S. Tekst publikuję, więc będzie można to moje przekonanie zweryfikować po latach!

sobota, 9 listopada 2019

Prawo do bicza ze sznurka

Zawsze sporo było naśladowców gorliwości Jezusa w Jego oczyszczaniu świątyni. Któż z nas nie próbował, chociaż raz, chwycić za jakiś sznurek i przywalić nim, piętnując postawy, zachowania czy, nie daj Boże, ludzi ze swojej wspólnoty, parafii lub, ogólniej, Kościoła. Niektórzy uczynili z tego niemalże swoją profesję i zajmują się piętnowaniem na pełny etat.
Niby teoretycznie wiemy, że ludzka natura już taka jest, że najbardziej drażnią nas w innych nasze własne wady. Ale w praktyce wolimy myśleć, że jesteśmy narzędziami Bożego gniewu i chłoszczemy z przekonaniem i z poczuciem wykonywania zbożnego dzieła.
Jak zatem odróżnić jedno od drugiego? Co sprawia, że upominanie, oczyszczanie, korygowanie, a nawet oburzenie wobec jakiś spraw w Kościele jest święte?
Żydzi wobec postępowania Jezusa, pytają Go: "Jakim znakiem wykażesz się, skoro to czynisz", jakby pytali o certyfikat uprawniający do używania bicza ze sznurków. A Jezus nie wykręca się, mówiąc, że po prostu tak Mu się podoba, albo, że czuł w sobie taką potrzebę. Pokazuje ten certyfikat, wskazując na świątynię swojego ciała i mówiąc, że ma moc ją odbudować.
Trzy dni czy trzy lata, nieważne. Może nawet trzydzieści lat. Jeśli chcesz mieć udział w oczyszczającej misji Jezusa naprawdę, musisz wykazać się zaangażowaniem w odbudowę świątyni swojej własnej duszy.
Chodzi mi o to wszystko, co robimy wewnątrz siebie, gdy nikt nie widzi. Nasze myśli, pragnienia, potrzeby. Wszystkie te sprawy, które Ewargiusz z Pontu nazywał logosmoi: łakomstwo, ambicje, smuteczki, nieumiarkowanie, lenistwo itd. Jeśli w tej przestrzeni toczysz autentyczną bitwę, by wszystko co w tobie jest, poddać pod działanie Ducha Świętego, jeśli w uczciwości aż do bólu, stajesz przed Bogiem z własną niedoskonałością, to Duch napełnia i odbudowuje świątynię tej duszy.
Wtedy, gdy przyjdzie ci do głowy, by chwycić bicz ze sznurka, będziesz wiedzieć, czy kieruje tobą miłość do Kościoła, czyli tych konkretnych ludzi, (bo Kościół to nie abstrakcyjny byt, tylko Bóg i ludzie razem), czy też po prostu frustracja i złość. Jeśli to drugie, bicz sam wypadnie ci z ręki, jak kamień na dźwięk słów Jezusa.
Bo rzeczy Boże dokonują się w świetle Jego słowa.



poniedziałek, 14 października 2019

"W duszy Jezusa uzdrowienie naszych dusz"

Kochani, wracamy z konferencjami czwartkowymi!
Już w najbliższy czwartek 17 października zapraszam do naszej kaplicy na Prądniku Białym w Krakowie na konferencje o uzdrowieniu wewnętrznym.
Jak zwykle o 19 czas adoracji Jezusa w Najśw. Sakramencie,. Potem konferencja o 19.30 i modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne.
Jezus stał się człowiekiem i przyjął ludzkie ciało i duszę, by uzdrowić, zbawić i uszczęśliwić nasze dusze!
Zapraszamy!

P.S. A tak przy okazji, może by tak coś znowu popisać w tym pustawym miejscu blogowym, po którym hulają teraz jedynie boty? Co Wy na to?

czwartek, 9 maja 2019

Zwykły dzień z życia chrześcijanina

Dwa obrazki z życia zwykłych chrześcijan:
Filip budzi się rano i słyszy w głowie taki głos: "Wstań, idź na południe, na drogę, która wiedzie z Jerozolimy do Gazy. Jest pusta".
Filip nie idzie do lekarza, martwiąc się o stan swoich nerwów. Nie przeżywa nawet niepokoju, że zdarzyło się w jego życiu coś nadzwyczajnego. Po prostu wstaje i idzie. (Dz 8, 26-27)
Obrazek drugi:
W Damaszku mieszkał pewien człowiek. Miał na imię Ananiasz. Pewnego dnia Pan przemówił do niego: "Wstań i idź na ulicę, która nazywa się Prosta i odszukaj Szawła w domu Judy.
Ananiasz przeżywa opory, z powodu tego nadzwyczajnego wezwania. Ale nie dlatego, że ma ono charakter nadprzyrodzonego objawienia, tylko dlatego, że Bóg posyła go do człowieka niebezpiecznego. Ananiasz, jakby to była rzecz najbardziej zwyczajna dyskutuje z Bogiem w swoim widzeniu na temat sensu takiej wyprawy, a potem przekonany przez Boga, wstaje i idzie. (Dz 9, 10-17).
Ananiasz jest zwykłym szeregowym chrześcijaninem. Nie jest Apostołem, czy nawet diakonem jak Filip. Poza tą sceną nigdzie więcej nie jest wspomniany w Piśmie św.

Bądź jak Ananiasz.

środa, 1 maja 2019

Wieczna jak trawa

To naprawdę ostatni dzwonek na otrząśnięcie się z marazmu i zimowego uśpienia. Naprawdę nie ma na co czekać. 
Przemawiają za tym dwa potężne argumenty:
Wielkanoc i trawa.

Argument pierwszy: Wielkanoc
Kiedy Jezus dyskretnie opuścił ciemności grobu, zmienił bieg życia. Już ono nie zmierza od narodzin do śmierci. Zmierza do życia w obfitości.
Świadomość zmierzania do śmierci ciążyła nad wszystkim: nad każdym nowym pomysłem i projektem (zdążę?); nad planowaniem przyszłości i rozważaniem doświadczeń przeszłości (tyle zmarnowanych chwil, a jest ich coraz mniej!). Ciążyła już nad kolebką, a jej złowrogi cień przesuwał się nad głowami za każdym razem, gdy pojawiało się jakiekolwiek zagrożenie dla życia. Nieunikniony koniec!
Ale ten ponury cień został usunięty.
Smutek żałoby jest ciągle bolesny, ale nadzieja, że skoro Jeden wrócił z cmentarza, to i następni kiedyś to zrobią, zmienia optykę.

Argument drugi: trawa
Zaczęła się wiosna i trawa ekspansywnie zdobywa coraz to nowe tereny, nawet między chodnikowymi płytami i kostkami. Niepokonana.
A przecież nie tak dawno wyglądała na martwą i okowy zimna nie dawały nadziei na nowe życie. Pamiętacie, że jeszcze kilka dni temu przyroda wydawała się nieśmiałą dziewczynką z zapałkami, bezbronnie wystawioną na łaskę okrutnego chłodu. A teraz proszę! Pyszni się bogactwem zieleni i kwiatów. 
Bo trawa, jak mówi Autor Dezyderaty, jest jak miłość, wieczna. Nic jej nie pokona.

Dlatego jest czas, by na nowo uwierzyć w miłość i nie podchodzić do niej cynicznie, bo to własnie ona przeprowadza nas przez doliny rozczarowania i oschłości. Czas chłodu już minął. 
Winter isn't coming but spring!



P.S. W wielkanocnym prezencie tekst Dezyderaty, jakże zawsze aktualny.

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.
Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Niech twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.
Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz
w zmiennych kolejach losu.
Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów
i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.
Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj.
I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje,
czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.

niedziela, 28 kwietnia 2019

Dobra Nowina dla tych, którym się w życiu nie poszczęściło....

Żeby zostać uzdrowionym, trzeba najpierw być chorym. Żeby zostać pocieszonym, trzeba najpierw wylać wiele gorzkich łez. Żeby powrócić do życia, trzeba doświadczyć śmierci. Żeby wiedzieć, czym jest całkiem bezwarunkowa miłość Ojca, która przygarnia, trzeba poczuć najpierw ból sieroctwa.
I podobnie, nie da się doświadczyć miłosierdzia, jeśli nie czujesz się grzesznikiem.
Nasze braki, głody, nieszczęścia i błędy mają ukrytą w sobie drogocenną perłę, której blask objawia się, gdy oświetli ją Boża Obecność.
Wystarczy przyjść do Boga i odsłonić przed Nim swe rany, tak jak Jezus odsłonił Swoje przed zdumionymi Apostołami w Wieczerniku.
Prawda Ewangelii wywraca do góry nogami mądrość tego świata, który dzieli ludzi na bogatych, zdrowych i sławnych oraz tych, którym się w życiu nie poszczęściło. Ci pierwsi mają być w świetle reflektorów i na ustach świata, a ci drudzy pozostawać w cieniu wstydliwie skrywanej biedy.
Ale Bóg nie zgadza się na taki porządek świata.
Dlatego Światło przyszło na świat.
Niezauważone przez oślepionych reflektorami, ale tak bardzo upragnione przez mieszkańców cienistej krainy śmierci. 
Przyszło.
I okazało się, że rzeczy nie są tak oczywiste i jednoznaczne.
Przecież bogaci, wykształceni, piękni i szeroko uśmiechnięci do kamer nie pokazują nam swojego prawdziwego wnętrza, ale wersję oficjalną. Czyż nie temu służy cały PR? Pod maską zwycięzcy nieraz kryje się jęczący w bólu samotności człowiek. Zbyt wiele energii w wizerunek, kosztem tego, co wewnątrz - 
Duszy. 
Naszego prawdziwego Domu.
Zatem zajrzyjmy dzisiaj w to, tak rzadko uczęszczane miejsce.
Co tam słychać w środku?
Nie wszystko jest takie jak z telewizora? I dobrze.
Każdy z nas doświadcza jakiegoś braku, niespełnienia, potrzeby...
I wbrew pozorom, to jest nasza szansa, a nie przekleństwo.
To ten brak, przywołuje Tego, który może i chce dać nam pełnię.
"Głębia przyzywa głębię" Ps 42, 8
Głębia mojej słabości, przyzywa głębię Bożego Miłosierdzia.