wtorek, 28 lutego 2017

Rekolekcje wielkopostne w Sieldcu

Kochani, 
tradycyjnie na czas Wielkiego Postu znikam z sieci, ale jest to także okazja, by znajomość przenieść do realu.
Zapraszam na wielkopostne rekolekcje weekendowe do Siedlca.
Termin: 7-9 kwietnia
Miejsce: Dom rekolekcyjny w Siedlcu k Krzeszowic (ok. 30 km od Krakowa w stronę Katowic). Tak to wygląda: 


Zgłoszenia i info na:

Jeśli będzie się Wam dłużyć czas bez nowych tekstów na "Duszy Jezusa", to zajrzyjcie sobie do archiwum bloga. Przez te trzy lata zgromadziło się tam sporo rozważań. Tak, tak, w marcu minie trzy lata od powstania bloga. Dzięki Wam nadal chce mi się pisać i dzielić myślami mej głowy, chociaż przecież w głowie różne rzeczy się rodzą :-)
Życzę wszystkim owocnego przeżycia Wielkiego Postu. Do zobaczenia w świetle poranka wielkanocnego.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Sprawiedliwość i miłosierdzie, czyli jak wejść do Królestwa Niebieskiego w towarzystwie

Obruszyli się niektórzy, gdy zaproponowałam metodę "adopcji" grzesznika, zamiast karania go 
i na FB odezwały się głosy sprzeciwu, że karać jednak trzeba. Np. taki argument się pojawił:  
"Ale kochający ojciec karci syna..." W sumie to się z powyższym zdaniem w pełni zgadzam. Tak..., kochający ojciec karci syna. Ale rzecz w tym, że nikt z nas nie jest ojcem (mówię o relacjach miedzy dorosłymi ludźmi). Mamy jednego Ojca, a wszyscy jesteśmy braćmi (por. Mt 23, 8nn), a do brata należy upomnienie braterskie, a nie kara. 
Ja wiem, że to mocno uderza w nasze poczucie sprawiedliwości. W ustalony porządek rzeczy. Ale tak jest napisane.
Naszym celem nie jest przywrócenie sprawiedliwości przez wymierzenie kary, bo ... Jezus już wziął to na siebie. Naszym celem jest doprowadzenie do tego, by grzesznik przyjął zbawienie. Oczywiście, metody mogę być różne, ale motyw tylko jeden: kocham tego drania i chcę, żeby był ze mną w niebie.

To bulwersuje, ale sorry, takiego mamy Boga.

W Ewangelii według św. Marka w rozdziale 10 Jezus mówi: "Kto nie przyjmuje Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego" (Mk 10, 15). "Przyjmuje". Zapamiętajmy ten wyraz. Nie "zdobywa", ale "przyjmuje".

A kilka wersetów dalej Jezus jednemu, który chciał "osiągnąć życie wieczne" uświadomił, że nie umie tego zrobić. I w dodatku, żeby nie było wątpliwości, na pytanie "Kto więc może się zbawić?", odpowiedział: "U ludzi to niemożliwe" (Mk 10, 27). Niemożliwe! I basta.

Nie ma ludzi, którzy zasłużyli sobie na Królestwo Boże. Wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji. Czy grzech duży czy mały, czy publiczny czy tylko w sercu. Nie możemy wejść. To niemożliwe! Jeśli uważasz, że ktoś zasługuje na to, by pozostać pod zamkniętymi drzwiami Królestwa, bo jest wielkim grzesznikiem, to... masz rację, ale Ty i ja zostajemy pod tymi drzwiami razem z nim. I kto tu kogo ma karcić? (jedyny bezgrzeszny, który mógł to zrobić, nie tylko zrezygnował z wymierzenia kary, ale wziął ją na siebie).

Jest tylko jeden sposób, by wejść. Trzeba Królestwo "przyjąć jak dziecko", a więc uznać swoją niemożność. Jezus mówi: "u Boga wszystko jest możliwe" i drzwi się otwierają. Dla Ciebie, dla mnie i dla tego, kogo mielibyśmy ochotę ukarać. Jeśli tylko uznamy swoją grzeszność i potrzebę zbawienia.
Wchodzimy razem.

piątek, 24 lutego 2017

Zwycięska ofensywa

Taka sytuacja: Artysta obraża uczucia religijne chrześcijan, albo lekarz przeprowadza aborcję.

Czego pragniemy?
Żeby się nawrócił, zrozumiał swój błąd i zaczął żyć według prawdy i dobra.

Co robimy?
Składamy doniesienie do prokuratury.

Co uzyskujemy?
Zaciekłego wroga.


A może trzeba przyjąć inną strategię. 

Np. taką jak w przypadku Dra Levatino, znanego abortera?

"Kobieta przyszła tylko na zwykłe badanie kontrolne, a kiedy badanie się skończyło, zapytała lekarza, czy może z nim porozmawiać. Dr Levatino  (...) profesjonalnie odparł: "W czym mogę pani pomóc?"
"Przyszłam tutaj, ponieważ mam do przekazania panu wiadomość" - zaczęła poważnym tonem. "Jezus pana kocha i troszczy się o pana. I On nie chce, aby pan w swoim życiu zajmował się przeprowadzaniem aborcji. Proszę przestać" - brzmiała wiadomość. 
(...)
Po roku kobieta znów przyszła na badanie kontrolne. I znów, kiedy badanie się skończyło, zapytała, czy może mu coś powiedzieć. Po czym powtórzyła tę samą wiadomość. Lekarz zorientował się, że to ta sama kobieta, głęboko w pamięci bowiem utkwiły mu jej słowa. Przypomniał sobie także, że w międzyczasie otrzymał trzy kartki pocztowe zaadresowane na jego miejsce pracy z napisem "Poufne", które zawierały tę samą wiadomość. Później dowiedział się, że ta sama kobieta była także wśród "oszołomów" modlących się pod oknem jego gabinetu.
"To, co ta kobieta zrobiła, nazywa się adoptowaniem aborcjonisty" - powiedział później dr Levatino.

Całość zobacz na "Gość Niedzielny": 

Skutek? Lekarz zmienił swoje poglądy i dzisiaj jest działaczem pro life.

To trudniejsze, prawda? Trzeba by... pokochać wroga.


czwartek, 23 lutego 2017

Szuka klątwy

Czasem zanim się zrobi sztukę, trzeba się mocno s(z)tuknąć w w głowę....

Tłusty bez chudego

Tłusty Czwartek miał swój smak/sens, gdy ludzie naprawdę pościli w Wielkim Poście. Teraz to tylko następna strategia marketingowa.
Ale i tak zjadłam go, rzecz jasna... :-)

wtorek, 21 lutego 2017

Warto rozmawiać o człowieku

Zwierzę np. koń jaki jest każdy widzi. A czy zastanawialiście się w czym, my ludzie, różnimy od zwierząt? Na pozór, temat może nie należy do gorących, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że człowiek nieprzekonany o swej wyjątkowości, rzeczywiście z czasem schodzi do poziomu zwierzęcia, a nawet niżej, to sprawa jest wagi cywilizacyjnej i bezpośrednio nas dotyka.
Jezus powiedział: "Kto chce zachować swoje życie straci je". Tak się do zwierzęcia nie mówi. Podstawą jego życia jest przecież instynkt przetrwania. Walczy o byt nawet w sytuacji beznadziejnej. Np takiej:

Zatem Jezus mówiąc takie słowa podcina gałąź zwierzęcej egzystencji. Ale On nie mówi do zwierzęcia. On mówi do człowieka. Bo człowiek, w przeciwieństwie do zwierzęcia, wie, że umrze. Ta świadomość sprawia, że instynkt życia nam nie wystarcza. Właśnie dlatego poddajemy się, zniechęcamy, wpadamy w deprechę. Sama walka o przetrwanie to za mało, żeby żyć naprawdę. Jezus ma rację. Jeśli ufunduję swoje życie na zwierzęcym instynkcie przetrwania, to stracę je. Bo jestem człowiekiem i potrzebuję czegoś więcej.
Paradoksalnie, Jezus radząc: "kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je", nie namawia nas do zbiorowego samobójstwa, ale do pochwycenia prawdziwie ludzkiej żywotnej siły. Jest nią miłość. Żyć dla czegoś, kogoś... dopiero wtedy życie ludzkie jest ocalone.
Zatem motyw dla życia jest u nas odmienny niż u zwierząt. Kiedy próbujemy funkcjonować na sposób zwierzęcy szybko niszczy nas świadomość, której nie mają zwierzęta, że nasze życie, patrząc w perspektywie zwierzęcej zmierza ku śmierci.
Ale my nie jesteśmy jedynie zwierzętami i mamy inną perspektywę przyszłości. Jest nią zalążek nieśmiertelności zapisany w głębi naszych dusz.
I to jest Dobra Nowina.

sobota, 18 lutego 2017

Miara człowieczeństwa

Różnymi rzeczami się zajmujmy, ale cel jest jeden.
"Aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa." Ef 4,13
To krótkie zdanie streszcza całą drogę duchową, którą została wskazana przez M. Paulę Tajber w kulcie Najśw. Duszy Jezusa.
Najpierw wiara. Dzięki niej zaczynamy "widzieć" Boga i po bożemu. Z tego rodzi się poznanie Syna Bożego. Kiedy otwierają się nam oczy na rzeczywistość duchową, zaczynamy zauważać żywego, obecnego pośród nas Jezusa Chrystusa. Zaczyna się proces poznawania. I kiedyś stanie się ono pełne! To jest istotny cel naszego czytania Ewangelii, kontemplacji Jezusa, modlitwy...

poniedziałek, 13 lutego 2017

Dialog ewangelizacyjny - autentyczne

Osoby:
- pewna Pani, niepraktykująca, nazwijmy ją Panią X.
- jedna z moich współsióstr. powiedzmy siostra Y.

Pani X: - "Nie chodzę do kościoła. Kiedyś poszłam i zemdlałam w kościele. Dlatego nie chodzę tam".
Siostra Y: - "Acha. To całe szczęście, że Pani w toalecie nie zemdlała..."
:-)))))))))))))))))
#allforsoul

niedziela, 12 lutego 2017

Człowieki, czyli antropologia dla lajkonika

Dzisiaj, nawet wśród niektórych teologów, termin "dusza" jest zdecydowanie passé. Jakoś im ta dusza staroświeckością pachnie, bo przecież nie wypada człowieka tak na części rozbierać i mówić, że składa się z elementów, czyli duszy i ciała. Jest w tym jakaś racja, bo być może dawniej zbyt po platońsku promowaliśmy duszę kosztem ciała, a przecież człowiek jest jednością. Ale jednością, podkreślmy, cielesno-duchową. To strasznie ważne, bo wybrzydzanie się na duszę, sprawia, że ów monizm (że niby ta jedność ważna i nie trzeba nic w człowieku wydzielać) idzie za daleko. Tak daleko, że się nam robi z tego monizm wszystkich istot żyjących, czyli że właściwie niczym się, my człowieki, nie różnimy od zwierząt. To nie są tylko teoretyczne rozważania oderwanych od życia filozofów. To nurt myślenia, który ma wpływ na życie.

piątek, 10 lutego 2017

Cytaty

"Saruman jest pewny, że jedynie wielka moc może trzymać zło w szachu. Ja uważam inaczej. Odkryłem, że to drobiazgów i codziennych uczynków zwykłych ludzi zło nienawidzi najbardziej, najprostszej życzliwości i miłości".
                                                                                          Gandalf Szary



czwartek, 9 lutego 2017

O Bogu żywym i Jego obrazie...

Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale jakby ktoś chciał posłuchać (i popatrzeć :-), to zamieszczam link do mojej konferencji wygłoszonej na Seminarium Odnowy Wiary w Radzionkowie. Temat: Obraz Boga

https://www.youtube.com/watch?v=kiZMPd6sLEQ

wtorek, 7 lutego 2017

Poznam Boga

Uwielbiam takie pytania jak to z komentarza:
"W takim razie jak się z Nim (Jezusem) zapoznać?" 
Ta fraza brzmi w moich uszach jak łoskot otwieranej  przez kogoś bramy. Przez nią wchodzi się do krainy przyjaźni z żywym Bogiem.
Oczywiście, tytuł obecnego tekstu jest nieprzypadkowy. Nawiązuje do książki Erica Weinera "Poznam sympatycznego Boga" (oryginalny tytuł brzmi:"Man Seeks God" - Człowiek szuka Boga"). Tym razem nie chodzi jednak o przebieranie w szafie z napisem "religie świata", ale o pragnienie serca. Nawiasem mówiąc, punktem wyjścia dla Erica Weinera też było pytanie. W czasie pobytu w szpitalu zdała je Autorowi pielęgniarka. "Czy znalazłeś już swojego Boga?" usłyszał...i wyruszył w podróż po religiach. Na ile była ona jedynie, jak sam określa w podtytule "flirtem" czy eksperymentem z różnymi doświadczeniami religijnymi, ocena należy już do czytelnika.