sobota, 14 listopada 2020

Bezradność

Najgorsza jest chyba bezradność. Tak wiele dzieje się ważnych rzeczy, a ty nie możesz nic. Wiele jest stopni tej bezradności. Nie możesz dogadać się spokojnie z kimś, kto wykrzykuje swoje racje i bezradnie patrzysz na podziały i konflikty w  rodzinach, pomiędzy przyjaciółmi, we wspólnotach. Nie możesz pomóc i patrzysz jak wiele ludzi choruje, czy zwyczajnie podłamuje się i możesz tylko stać obok, może sam już trochę osłabiony i bezbronny. I patrzysz na słabość i grzech w Kościele i milczysz ze zwieszoną głową. Bezradność.
Mnie dopadł jeszcze i ten poziom bezradności, że nie byłam w stanie ogarnąć nawet własnego życia zmagając się z Covidem.
Nie zamierzam tu tworzyć covidocelebryckich opisów swoich przeżyć w chorobie, ale przy tej okazji chcę tylko dać jedno jasne świadectwo: Nie, to nie jest "lekka grypka". Przeczołgało mnie porządnie. Bez szpitala na szczęście, chociaż nie bez epizodu, gdy powinnam już wezwać karetkę. A przecież nie jest ani wiekowa, ani obciążona chorobami.
Ale nie o tym chcę pisać, a o rzeczy o wiele bardziej uniwersalnej. O tej bezradności.
Bezradność jest przeklęta, bo narusza nasze poczucie sprawczości, możliwości tworzenia, wpływania, kontrolowania. Bez tych umiejętności czujemy się pozbawieni mocy. Bezradność wciąga jak wir i wywołuje lęk, bo nie wiesz, czy istnieje dno, czy też będziesz tak spadać bez kontroli nad własnym życiem bez końca.
I właśnie wszystko zależy od tego dna. To może być największy przełom w życiu. Ono może zmienić doświadczenie bezradności w źródło niezniszczalnej siły. Mała śmierć, która prowadzi do pełni życia. Wąska brama.
Tym dnem są Ręce Boga. To właśnie w nie wpadasz, lecąc na z przerażeniem na złamanie karku.
Po drodze, wydaje ci się, że tracisz wszystko, ale tracisz jedynie iluzje i pozory mocy sprawczej. Czepiając się ich rozpaczliwie, opóźniasz wyzwolenie. Bo doświadczenie bezradności w Rękach Boga jest początkiem życia bez lęku.
Jeśli Bóg prowadzi cię przez takie doświadczenie, to nie po to, by cię zniszczyć, ale przeprowadzić cię na nowy poziom.
Tak się składa, że za kilka dni, 18 listopada moje Zgromadzenie będzie obchodzić 100-lecie ważnego wydarzenia z życia naszej Założycielki, M. Pauli Tajber. Właśnie takiej małej śmierci.
W listopadzie 1920 roku M. Tajber opuściła w ciemno ogarnięty wojną i rewolucją Żytomierz, by na lewo, bez zabezpieczeń przedostać się z Wołynia do Krakowa. O mało co straciłaby w drodze życie. A do Krakowa, ona córka bogatego fabrykanta, przybyła nie mając dosłownie nic. Całkowite ogołocenie.
Z tego ogołocenie powstało nasze Zgromadzenie Sióstr Duszy Chrystusowej. A raczej z zaufania, które przeszło przez taką próbę.
Dzisiaj to my tworzymy dalszy ciąg tej historii trudnych doświadczeń i nowej nadziei. 
Ostatnie słowo należy do nadziei.

piątek, 30 października 2020

Wobec wrogości

Czy Wy także, patrząc na to wszystko, co dzieje się wokoło, łapiecie się za głowę i myślicie: "Boże, co ja mam wobec tego wszystkiego zrobić? Jak zareagować? Co myśleć? Co powiedzieć? Czy w ogóle mówić, a może raczej milczeć i modlić się?
Ja tak mam.
I przypuszczam, że wielu czuje podobnie. To dylemat ludzi, którzy, z jednej strony, nie zamierzają wziąć udziału w trwającej wojnie, która dzieli ludzi na swoich i wrogów. Z drugiej zaś strony, czują, że całkowita bierność, nie jest neutralnością, ale jakąś formą dezercji.
Z pomocą przychodzi nam stara chrześcijańska zasada: 
Co zrobiłby na moim miejscu Jezus?
Zdaję sobie sprawę, że ta zasada wymaga ogromnej uczciwości i prawości serca. Przecież łatwo można nagiąć teksty Ewangelii do swoich poglądów. 
Ale kiedy uczciwie pytam Jezusa, to przychodzi odpowiedź. Jego odpowiedź.
Chcę się z Wami podzielić tą odpowiedzią, która przyszła do mnie:

  "Jezus jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość.(..) by [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości." Ef 2,14.16

W sobie zadawszy śmierć wrogości

poniedziałek, 4 maja 2020

O lęku profesjonalnie

Niedawno zaprzyjaźniona wspólnota poprosiła mnie o konferencję (on-line, oczywiście) na temat lęku. Chętnie podjęłam się tego wyzwania, bo w dziedzinie lęku czuję się specjalistką! Wpadam w panikę szybko i skutecznie! Osiągam 100 panikokilometrów w 4 sekundy. 
Więc jeśli chcecie posłuchać wywodów prawdziwego eksperta, zapraszam:

https://youtu.be/uMWGifSmzUU

piątek, 17 kwietnia 2020

Zamaskowane człowieczeństwo

Tak się złożyło, że w ostatnich dniach musiałam się spotkać z ludźmi zamaskowanymi. To od czwartku jest standard, ale ci byli zamaskowani totalnie. Kombinezony, gogle, przyłbice, rękawice i ochrona na buty. No i maseczki, oczywiście. Właściwie mało było widać człowieka spoza tego sprzętu. A jednak widoczne było człowieczeństwo. Życzliwość, świadomość służby, mimo zmęczenia, personalne podejście do pacjenta, który przecież jest jednym z wielu.
Mnie było widać spoza maseczki więcej, więc starałam się, by moje człowieczeństwo też było trochę widoczne. Podziękowałam, życzyłam dużo siły i obiecałam modlitwę.
I taką refleksję miałam po tym spotkaniu.
Nawet, gdy zasłonięte są nasze twarze tak, że nie można uśmiechnąć się do drugiego. Nawet, gdy trzeba zachować dystans i nie można podać dłoni, czy poklepać kogoś po ramieniu. Nawet wtedy widać nasze człowieczeństwo.
Przypomniało mi się wtedy inne mocne wrażenie sprzed wielu lat.
Wróciła wtedy dopiero co z Afryki, a konkretniej z dzikiej dżungli we wschodnim Kamerunie. Pamiętam, że jechałam autobusem komunikacji miejskiej i... dziwiłam się. Nie tylko dlatego, że wszyscy byli biali (odzwyczaiłam się przez miesiąc), ale także z powodu dziwnego wrażenia, że wszyscy mają na twarzy... maski. Zero ekspresji na twarzach, zero spojrzeń, gestów, uśmiechów. Maski. Po niezwykle emocjonalnych Kameruńczykach, ludzie wokoło mnie wydali mi się tacy... bez twarzy. To trudne do wyrażenia uczucie, było bardzo mocne. Pamiętam je do dzisiaj.
I dzisiaj, gdy musimy nosić na twarzach maski, myślę o tamtym doświadczeniu.

W masce czy bez, ode mnie zależy czy widać moje człowieczeństwo.


Pozdrowienia dla służby zdrowia i wszystkich na pierwszej linii frontu.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Zwycięstwo bez cienia triumfalizmu

Jezus zmartwychwstał nie na oczach tłumów, ale dyskretnie, w mroku poprzedzającym brzask poranka. Nie ukazał się na dziedzińcu Świątyni, jedynie kilku swoim uczniom. Nawet nie poszedł do arcykapłana, chociaż każdy z nas pewnie by sobie życzył takiej sceny, w której Jezus, stojąc przed wystraszonym Kajfaszem, mówi: "Wygrałem!".
Nic z tych rzeczy.
Zwycięstwo dokonało się po cichu.
Jednak jego skutki dotarły aż do krańców świata.
Poprzez tych, którzy uwierzyli, odzyskali nadzieję i przestali się lękać.
Dlatego dzisiaj nie szukaj znaków na zewnątrz.
Pozwól Jezusowi wewnętrznie rozświetlić twoją duszę.
Przebywaj z Nim za zamkniętymi drzwiami, tak jak Apostołowie.
Skutki pojawią się z czasem.
Nieuniknione zwycięstwo.

Błogosławionych Świąt!


środa, 8 kwietnia 2020

Wojna pozycyjna

Sama dzisiaj patrzę na siebie z politowaniem. Co ja właściwie sobie myślałam dwa, trzy tygodnie temu? Że się sprężymy, posiedzimy w domu kilka dni, a potem wrócimy do naszych przyzwyczajeń i nadrobimy zaniedbane przyjemności....
Teraz już wiem, że, jeśli Bóg nie wkroczy do akcji w nadprzyrodzony sposób (może, nie musi. On wie lepiej), to zamiast blitzkrieg czeka nas długie siedzenie w okopach.
Zatem poza modlitwą o to, by jednak Bóg wkroczył, myślę jak wykorzystać tę wojnę pozycyjną. Bo, czym ona grozi, każdy wie. Pozbawieni tak wielu elementów składowych naszego życia, możemy sami rozlecieć się na kawałki, albo... odnaleźć prawdziwe centrum i życiodajne źródło.
Wygląda bowiem na to, że nie chodzi o jakąś duchową kosmetykę, o małe wyrzeczenie, o którym szybko zapomnimy w czasie świątecznym, ale autentyczną śmierć starego człowieka z jego samorealizacją, ambicjami i pychą. O śmierć i o nowe narodziny w wolności.
Właśnie to jest szansą ukrytą w naszym trudnym doświadczeniu. 
Czas.
Długi czas, którego nie da się już zabić rozrywką.
Kropla po kropli drążące nas myśli.
Lęk.
Świadomość, że możemy stracić bliskich lub sami zachorować.
To wszystko, może nas pogrążyć, albo... zaraz
Ależ tak, to ma pogrążyć i utopić, jednak nie nas, ale tego starego. Jeśli trzymamy się go kurczowo, pójdziemy na dno wraz z nim. Jeśli jednak puścimy tego obciążonego grzechem topielca, to wypłyniemy na powierzchnię wolni.
Czy nie to wydarzyło się w chwili naszego Chrztu?
Zanurzony (a właściwie utopiony) w wodzie został stary człowiek, a narodził się nowy. Chyba przyszedł czas, byśmy przeżyli nasz własny Chrzest.
W Wielką Sobotę będziemy odnawiać przyrzeczenia chrzcielne.
Nawet jeśli nie możemy skorzystać w innych sakramentów, to twój Chrzest działa w tobie.
To jest twoje miejsce spotkania z Bogiem. Twoje osobiste przymierze, w którym jesteście w nieustannej łączności.
Tylko musi do końca umrzeć stary buntownik, by kochany i posłuszny syn mógł znaleźć się w ramiona kochającego Ojca.

środa, 1 kwietnia 2020

Do przyjaciół tęskniących za Komunią

Kochani!
Właśnie wróciłam z Eucharystii. Nie mówię Wam o tym, by powiększać Wasze poczucie braku i tęsknotę za Sakramentami. Nie. Pisząc o tym, że (jeszcze?) mogę uczestniczyć we Mszy św. w naszej wewnętrznej kaplicy zakonnej, chcę Was zapewnić, że przyjmując Komunię św. pamiętam o każdym z Was i w duchu proszę Jezusa, by Jego łaska rozlała się na Was obficie. On jest nieskończenie hojny. 
I jest Bogiem. Mury są problemem tylko dla nas. Dla Niego - nie. Kiedy uczniowie siedzieli w zamkniętym pomieszczeniu, jak wielu z nas teraz, On przyszedł mimo drzwi zamkniętych! Dla Niego to nie jest żaden problem!
Dał nam siedem znaków - Sakramentów, które wskazują nam miejsce, gdzie możemy Go spotkać. Ale czy myślicie, że Nasz Kochany Przyjaciel, widząc, że nie możemy pójść do tych wyznaczonych miejsc spotkania, nie odnajdzie nas tam, gdzie jesteśmy?
Chociaż my, jako ludzie, potrzebujemy Znaku Spotkania - Sakramentu, to Bóg, który jest nieograniczony, może przyjść do nas poza wszelką formą. Bo jest Bogiem!
M. Paula Tajber - założycielka mojego Zgromadzenia, ogromnie podkreślała tę prawdę, że Jezus nieustannie żyje w swoim Kościele, w naszych duszach, bo jesteśmy Jego Mistycznym Ciałem.
Duchowa Komunia, czyli ta chwila, kiedy prosimy Jezusa, by przyszedł do nas pomimo braku znaku Chleba, jest tylko początkiem spotkania z Jezusem. 
Z naszej strony potrzeba wiary i pragnienia.
I to jest najistotniejsze.
Czy bowiem możemy przyjąć Jezusa w Sakramencie, czy nie, jeśli Go nie pragniemy i nie wierzymy, obecność Jezusa pozostanie bezowocna dla naszego życia.
Sakramenty, mówimy, działają, "same przez się", czyli, niezależnie od naszego nastawienia, Jezus jest obecny. Ale już to, czy On będzie mógł działać w nas, zależy od wiary, pragnienia i, co mocno podkreślała M. Paula, od świadomości.
Od świadomości, nie tylko w chwili Komunii św. (duchowej lub sakramentalnej), ale potem, w ciągu dnia.
Bo Jezus chce w sposób mistyczny działać w naszych duszach i chce także przejawiać się przez nas. Jesteśmy Jego Mistycznym Ciałem i On chce być "widzialny" w nas.
To jest realna, mistyczna obecność.
Jezus nie powiedział "spotkajcie się ze Mną przez pięć minut co niedzielę, albo nawet codziennie". On Powiedział "Trwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was".
Cały dzień. Całe życie.
Więc teraz, gdy jest nam ciężko. Gdy czujemy, że nie potrafimy udźwignąć rzeczywistości o własnych siłach, gdy ogrania nas lęk o przyszłość, przylgnijmy do Jezusa.
On jest obecny.
I wszechmocny.


P.S. Każdego dnia o 18.15 zapraszam do wspólnej adoracji i modlitwy Różańcem. Transmisja z naszej kaplicy na FB na stronie Żyj Jezusem.

niedziela, 29 marca 2020

Ogień oczyszczający

Ekstremalne wydarzenia wydobywają z naszych serc zarówno najszlachetniejsze porywy, jak i przyziemne odruchy. Jak w ogniu złotnika - czyste złoto i żużel.
Co zrobić z tym żużlem?
Kiedy pod wpływem lęku rodzi się agresja, albo gdy naturalny instynkt przetrwania przepoczwarza się w bezwzględny egoizm, czujemy się podwójnie zagubieni. Nie dosyć, że mamy do czynienia z trudnym doświadczeniem, to jeszcze zawodzi nas nasza nieuporządkowana, zraniona grzechem natura.
Co wtedy?
Zanim zaczniemy rzucać grudkami tego żużlu w drugiego (jeśli już rzuciliśmy, w duchu ucałujmy te zranione przez nas miejsca), zbierzmy je i przynieśmy przed Pana.
Kiedy stajemy przed Nim z tym wszystkim, co wydobyła z naszych serc ta koszmarnie trudna sytuacja pandemii, On bierze w swoje poranione Dłonie te twarde grudki żużlu i przemienia w najcenniejsze diamenty pokory.


środa, 25 marca 2020

Nowy początek na zgliszczach

Dzisiaj świętujemy początek naszego zbawienia. W ukryciu już Bóg szykuje dla nas ratunek. Jeszcze go nie widać, ale jest już obecny pośród nas jak ziarno w ziemi.
Chociaż na zewnątrz nic nie potwierdza tej nadziei, właśnie teraz, gdy nasze wszystkie ludzkie zabezpieczenia legły w gruzach, Bóg działa dla naszego zbawienia.
W chwili Zwiastowania życie Maryi także zostało wywrócone do góry nogami. Rozpadły się jej plany i wyobrażenia. Przyjmując Słowo Boga, które w Niej stało się Ciałem, stanęła wobec groźby śmierci przez ukamienowanie, a przynajmniej odrzucenia i zszargania dobrego imienia. 
A jednak powiedziała "Tak".
I Bóg wyprowadził z tego ratunek dla całego świata.
Drogi Bracie, Droga Siostro, jeśli czujesz, że dzisiaj twój świat wali się w gruzy, niszczeją twoje plany i ogarnia cię trwoga, to popatrz na Maryję.
Spróbuj zaufać Bogu i powiedzieć Mu swoje "tak".
On wyprowadzi z tego chaosu zbawienie.
Już je szykuje.
Ono już rozwija się w ukryciu.
Rozpoczyna się właśnie wtedy, gdy mówimy Bogu "Tak".
Ja, dzisiaj na nowo mówię Mu swoje "Amen".


Modlę się za Was, kochani przyjaciele, ci bliscy, znani osobiście i ci fejsbukowi. Dzisiaj będziemy razem odmawiać "Ojcze nasz" o 12 w południe. Jesteśmy razem.

poniedziałek, 16 marca 2020

Kochani, jest to oczywista oczywistość, ale dla pewności, ogłaszam, że odwołujemy czwartkowa konferencję w naszej kaplicy w Krakowie-Prądniku Białym. Jej tematem miała być godność i wartość każdej osoby, zatem po prostu zamieńmy słowa w czyn i w trosce o zdrowie i życie każdej osoby, pozostańmy w domu.
W naszej wspólnocie zakonnej jest sporo osób starszych, więc w trosce o nie, chcemy zachować wszelkie zasady prewencji.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wiele nadziei w tym trudnym czasie. Róbmy wszystko, co po ludzku jest możliwe, by przeciwdziałać pandemii i pozostańmy spokojni i ufni, powierzając resztę Bogu. Nasza wspólnota zakonna modli się każdego dnia za wszystkich dotkniętych skutkami epidemii, o jej ustanie oraz w intencji wszystkich którzy z nią walczą: za rządzących, wszystkie służby, szczególnie lekarzy i cały personel medyczny. Jesteśmy z Wami w modlitwie i dziękujemy za Wasze poświęcenie.