sobota, 30 czerwca 2018

Czułość jest w cenie

Ciągle wraca do mnie temat "serca z ciała" i "serca kamiennego". To ważny temat. Właściwie decydujący o jakości życia. Albo raczej, decydujący o tym, czy żyjesz naprawdę. Z kamiennym sercem bowiem można jedynie imitować życie.
Jednak nad sercem nie mamy pełnej władzy. Jego "zatwardziałość" jest skutkiem wielu czynników niezależnych od nas: trudne doświadczenia, zdrady, zawiedzione nadzieje.... Któż z nas tego nie zna? Ileż razy można startować z nową otwartością w świecie, który na różne sposoby próbuje nas wyrolować? Nasze serca się starzeją, tracąc ten niepowtarzalny walor delikatności i czułości. A szkoda, bo właśnie tego światu dzisiaj najbardziej potrzeba. Tak, bardziej dzisiaj potrzeba delikatnej, czułej obecności niż wzrostu gospodarczego i wielkich dzieł (także w dziedzinie kościelnej).
Co zatem możemy zrobić, żeby nie poddawać się duchowej kardiosklerozie? Oczywiście, to Duch Boży, przemienia nasze serca i zawsze i wszędzie musimy Go prosić, by rozpuszczał w nas skrzepy nieprzebaczenia, urazy, krzywdy i samousprawiedliwień. Pamiętacie te słowa: 
"Posyła słowo i lód topnieje
Powieje wiatrem i wody płyną". 
Właśnie tak działa Bóg - topi twardość naszych serc przez Słowo i Wiatr. Przez miłość.
Jednak my sami także musi dbać o nasze serca, by każdego dnia zachowywać je zdolnymi do czułości i delikatności. 
W dzisiejszym czytaniu znajdujemy jedną z rad, w jaki sposób to czynić, szczególnie w chwilach cierpienia i bolesnych doświadczeń:
"Wylej swoje serce jak wodę w obecności Pana"
Zanim ból stężeje w tobie jak lód. zanim "weźmiesz się w garść", z postanowieniem, że sam musisz sobie dać radę, zanim pomyślisz, że jesteś zdany tylko na siebie,
przyjdź do Pana i wylej przed nim wszystko, co masz w sercu. Wszystko. Bez wahania i obaw, że nie będziesz dobrze zrozumiany. Nawet, jeśli masz pretensje do Boga. Wylej to.
Zobaczysz, że cierpienie straci moc "mrożenia" twojego serca. Tak. bo najgorsze, co może nas spotkać, to nie cierpienie, ale sytuacja, gdy w cierpieniu tężejemy w zimny głaz. 
Niech Bóg nas przed tym chroni.


niedziela, 24 czerwca 2018

Modlitwa? To proste!

Modlitwa jest traktowana często jako umiejętność, której trzeba się nauczyć. W związku z tym, już jako dzieci, zostajemy "zapisani" do szkoły modlitwy: uczy się nas żegnać, składać ręce, odmawiać formuły... Potem, jeśli "kształcenie" modlitewne jest kontynuowane, uczymy się form medytacji czy różnych form ekspresji modlitwy.
W tym znaczeniu, modlitwa przychodzi do nas jako coś zewnętrznego. Nie dziwi więc fakt, że szybko zostaje w naszych głowach skatalogowana w dziale "obowiązki".

A obowiązki, jak to obowiązki, ciążą człowiekowi.

Jednak św. Paweł mówi, że Duch Święty modli się w nas. (por. Rz 8, 26-28). Czyli mamy do czynienia z rzeczywistością, która potajemnie już teraz, gdzieś w głębi naszej duszy dokonuje się, nawet, gdy o tym nie myślimy. Nie zawsze umiemy wejść w kontakt z tym wewnętrznym nurtem modlitwy, bo Duch "przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami". One są równocześnie bardzo, bardzo nasze, i zarazem, w jakiś sposób przekraczają nasze wyobrażenia.

Czy to oznacza, że możemy spokojnie zaniedbać wszelki wysiłek modlitewny, bo przecież Duch całe zadanie bierze na siebie? Żadną miarą!

Jednak, zamiast "tworzyć" modlitwę, możemy spróbować "podłączyć się" pod zbawienny nurt Ducha Świętego, czyli utożsamić się z Jego "westchnieniami", tak by stały się one naszymi w całej przestrzeni życia.

Duch Święty przenika nasze dusze. Wie czego potrzebujemy. Jeśli wsłuchamy się w Jego wołanie i odpowiemy na nie naszym "amen", możemy wejść na drogę głębokiej relacji z Bogiem.


Amen.

środa, 13 czerwca 2018

ziarno gorczycy- I Piesza Pielgrzymka do Siedlca

W sobotę 9 czerwca 2018 miało miejsce ważne wydarzenie. Nie, nie pisały o tym gazety. Poza małymi zajawkami na FB, nie było o tym szumu. Zresztą, wcale nie miało go być. Bo rzeczy cenne muszą dojrzewać w ciszy.
Otóż, 9 czerwca w sobotę rano ruszyła z Krakowa-Prądnika Białego do Siedlca I Piesza Pielgrzymka.
Było nas ok. 40 osób. Przeszliśmy dystans ok. 25 km pomiędzy miejscem, gdzie M. Paula Tajber - Założycielka Zgromadzenia Sióstr Duszy Chrystusowej spędziła większość życia, a domem, w którym 28 maja 1963 r. zmarła.
Może ktoś powie: "Ale cóż w tym nadzwyczajnego. Tak wiele jest różnych wydarzeń, eventów, wielkich i małych imprez religijnych..." 
Zgadzam się, ale kto uczestniczył, ten wie, że był w tym wydarzeniu jakiś niesamowity potencjał duchowy.
Coś mi mówi, że z tego ziarnka wyrośnie piękne drzewo.


I Pielgrzymka odbyła się w 55. rocznicę śmierci M. Pauli Tajber. Juz teraz zapraszam za rok. A na zachętę, kilka migawek z filmiku:

https://youtu.be/GeJGv2ZL92c

środa, 6 czerwca 2018

Miód i ocet

Pisałam jakiś czas temu o tym, że mocno porusza mnie fragment z Psalmu 81:
"Sycił ich miodem z opoki".
Nic się nie zmieniło od tamtej pory. Dalej te słowa pracują w moim sercu. Niosą przesłanie, którego nie jestem w stanie wyrazić słowami. A Bóg, który jest wierny w swoim prowadzeniu pokazuje ciąg dalszy: wczoraj natrafiłam na takie słowa św. Augustyna:
"Miodem chce cię Bóg napełnić; jeśli jesteś pełen octu, gdzie podziejesz miód? Usunąć trzeba to, co jest w naczyniu, oczyścić trzeba naczynie, oczyścić należy, choćby to kosztowało wiele trudu i bólu, aby było w nim miejsce na tę tajemniczą rzeczywistość".

Bóg odsłonił przede mną niewyobrażalnie pociągający urok tej "tajemniczej rzeczywistości", ukrytej pod symbolem miodu płynącego z opoki. Słodyczy, która nie jest tanim sentymentalizmem, ale mocą miłości. Ale życie nie znosi pustki. W czasie, gdy tęsknota za słodyczą łaski była jedynie nieuświadomionym skowytem duszy (to jest opowieść o moim i Twoim, Bracie i Siostro, sercu), nasze wnętrza napełniały się octem rozgoryczenia i zwątpienia.

I właśnie tym octem poiliśmy naszego Pana (Łk 23, 36), szydząc z Jego bezbronnej miłości.

Przesadzam? Nie sądzę. 

I jeszcze jedno. Właśnie tak Jezus nas zbawia. Przyjmuje ocet naszego zgorzkniałego serca w siebie i w zamian daje miód swojej słabej/mocnej miłości.

Inny obraz, który to wyraża, a o którym już wspominałam: Bóg chce dać nam serce nowe. Serca z ciała, zamiast serca z kamienia (por. Ez 36, 26). Ta przemiana dokonuje się, bo Jezus przychodzi do nas z, jak to się pięknie mówi, "sercem na dłoni". I to serce krwawi na ostrych brzegach naszych kamiennych, chropowatych serc. I właśnie ta krew, rozpuszcza twardość kamienia.

Mnie to powala na kolana.


czwartek, 24 maja 2018

Słowo w kontekście

Dawno nie pisałam, ale ta cisza zaowocuje. Obiecuję :-) Bóg dokonuje we mnie czegoś nowego i musi to dojrzeć w milczeniu. Więc dzisiaj chcę się z Wami podzielić tylko dwoma fragmentami Słowa Bożego, które otwarły się dla mnie dzisiaj podczas czytania.
Są one z liturgii dnia powszedniego, chociaż oczywiście, dzisiaj jest Święto Chrystusa Najwyższego Kapłana (Niech Bóg błogosławi wszystkich kapłanów!).

Pierwszy: z psalmu responsoryjnego (Ps 49)
"Śmierć ich pasie". W angielskim tłumaczeniu dotarło to do mnie mocniej: "death is their shepherd". Śmierć jest ich pasterzem!
Nie ma drogi trzeciej! Albo Pan jest moim Pasterzem, albo śmierć. The chose is yours!

Drugi: z Ewangelii św. Marka (Mk 9, 41nn)
Jezus uzdrawiał. To fakt. Przywracał wzrok, leczył chromych, przywracał sprawność rękom. Mamy te historie opisane w Ewangeliach. I nadal chce uzdrawiać. To jest nawet tzn. fakt prawdziwy :-)  Mamy tego liczne świadectwa. Ale Jezus mówi także, że "lepiej jest człowiekowi wejść do Królestwa jednookim, bez ręki, bez nogi niż być potępionym razem ze swoim świetnym wzrokiem i sprawnymi rękami i nogami. Jakże ważna jest właściwa hierarchia wartości!
Czyż nie?

I jeszcze na koniec wisienka na torcie:
Od kilku dni chodzi po mojej głowie słowo, które mnie niesie:
"Nasycił ich miodem z opoki". Nawet nie wiem skąd to jest. Muszę sprawdzić. Ale to nieważne. To jest cudne Słowo. nie jestem w stanie Wam przekazać, jak wiele niesie dla mnie treści i jak mnie karmi. 
Nasycajcie się sami :-)
Pozdrawiam.
Blessing 

środa, 16 maja 2018

W oczekiwaniu

Szczególny jest ten czas, gdy rośnie w nas oczekiwanie na nową łaskę. Przypomina pękanie pąka, z którego rodzi się kwiat, a potem owoc.
Wyjątkowy jest ten czas, gdy wychodzimy z zimowej stagnacji i odważamy się pragnąć, i wychylamy się ku nowej wiośnie.
Czasem łatwiej byłoby pozostać w letargu, bo pragnąć to znaczy cierpieć tęsknotę. 
Już długo hibernowaliśmy nasz głód nowego życia, ale przyszła chwila, by rozwinął się on w nową nadzieję.
To właśnie jest ten moment.
Czekam na nie wiem co.
Ale przeczuwam.
Chodzi niewątpliwie o wielką i niepojętą miłość.
Nie o moc czy wiedzę.
 Ale właśnie o miłość.
Jeśli i w tobie rozkwitnęły pragnienia to wiesz, że właśnie o to chodzi.
O Ducha, który jest Miłością Ojca do Syna i Syna do Ojca. 
I do mnie. I do ciebie.
Amen.

czwartek, 10 maja 2018

W drogę....

Wiem, że trudno to nazwać pisaniem bloga, ale znowu, jedynie mogę Was prosić o modlitwę na czas głoszenia. Tym razem jadę do Chorzowa, a potem na północ Polski. Liczę na duchowe wsparcie. 
Bóg jest dobry. 

czwartek, 26 kwietnia 2018

Kochani, jadę dzisiaj do Krynicy, gdzie od jutra zaczynamy rekolekcje "Czuły dotyk Boga". 
Liczę na Waszą modlitwę. 
:-)

środa, 25 kwietnia 2018

Znaki

Jezus mówi, że wierzącym będą towarzyszyć znaki i wymienia je (Mk 16).
To jest konkret.
nie, nie zamierzam się tutaj wdawać w diagnozy, co to się podziało, że niby wierzymy, a znaków jakoś mało...
Chcę dzisiaj zająć się po prostu jednym z tych znaków, który mnie szczególnie zachwyca.
I nie jest to uzdrawianie! :-)

Jezus zapowiada: "Nowymi językami mówić będą".
Mówienie jest zdolnością do komunikowania się z innymi osobami. Ten znak jest wymieniony jako drugi, zaraz po wyrzucaniu demonów. Myślę, że nieprzypadkowo. Najpierw trzeba wyrzucić złego ducha, który jest mącicielem i kłamcą. On skłóca ludzi, izoluje ich od siebie i pogrąża w samotności. Gdy zostaje zdemaskowany i wyrzucony, przychodzi czas na mówienie "nowym językiem".

Pięćdziesiątnica przełamała to przekleństwo, które zaciążyło nad nami od czasów Wieży Babel. Wtedy, z powodu pychy "języki się pomieszały". Jednak, gdy Apostołowie napełnieni mocą Ducha Świętego wyszli z Wieczernika i głosili Ewangelię, wszyscy mogli ich zrozumieć.
Oczywiście, miało to wymiar nadzwyczajny. Bez kursu mówili równocześnie w języku Partów, Medów, Elamitów i ilu ich tam było! Cud! 
Sama spotkałam osobę, która w sposób cudowny dostała od Boga język polski. Pomyślicie, to nic nadzwyczajnego, bo my też tak mamy :-) Ale ona była Czeszką! Bóg używał jej potem do ewangelizacji tego najbardziej ateistycznego kraju Europy, gdy przywoziła do Polski ludzi na rekolekcje i tłumaczyła. (Sama też się modlę o to, by Bóg w łaskawości swojej wlał do mojej głowy jakimś lejkiem język angielski. I wierzę, że On tego dokona! :-)
Ale nie o te nadzwyczajności najbardziej chodzi. One są znakiem, czyli wskazują na coś istotniejszego. 
Na jedność, komunikację, relację, spotkanie.
Już teraz możesz używać tego znaku z mocą.
Po prostu mów do ludzi dobre, otwierające słowa. 



poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Bacowskie święto

Wczoraj gościłam we wspólnocie Metanoia w Jaworznie:
więc dopiero dzisiaj, z opóźnieniem, ale z gorliwością :-) rzuciłam się do klawiatury, by pisać.
Otóż, wczoraj zaczął się tydzień Tydzień Modlitw o powołania kapłańskie i zakonne. Nomen omen, wczoraj też w Ludźmierzu było Święto Bacowskie na rozpoczęcie wiosennego redyku. Bacowie owce popędzili na hale, a my modlimy o dobrych pasterzy dla owczarni Jezusa :-)

Od siebie powiem Wam tylko: módlcie się gorąco o powołania do zakonu i kapłaństwa. Nie tylko w tym tygodniu. Módlcie się o to, by otwarły się uszy wybranych. Niech usłyszą głos Boga i pójdą za nim. Módlcie się o gorliwość dla nas, którzy już kroczymy drogą powołania. I módlcie się także za tych, którzy na tej drodze pobłądzili i sprzeniewierzyli się łasce powołania. To też są nasi bracia i siostry. Jezus jest Dobrym Pasterzem dla nas wszystkich.

A na deser kilka perełek z orędzie Papieża Franciszka:

"Bóg przychodzi w milczeniu i dyskretnie, nie narzucając się naszej wolności. Tak więc może się zdarzyć, że Jego głos jest przytłumiony przez wiele trosk i napięć, które zajmują nasz umysł i serce."

"Nie możemy odkryć specjalnego i osobistego powołania, jakie Bóg dla nas zaplanował, jeśli pozostajemy zamknięci w sobie samych, w naszych nawykach i apatii, właściwej ludziom, którzy marnując swoje życie w zamkniętym kręgu swego „ja”, tracą szanse na wielkie marzenia i stawania się protagonistą tej wyjątkowej i oryginalnej historii, jaką Bóg chce napisać wraz z nami."

"Królestwo Boże przychodzi cicho i niepostrzeżenie (por. Łk 17,21), i można przyjąć jego ziarna tylko wówczas, gdy jak prorok Eliasz potrafimy wejść w głębiny naszego ducha, pozwalając, by otworzył się on na niedostrzegalny szmer Bożego powiewu (por. 1 Krl 19, 11-13)."

"Powołanie chrześcijańskie ma zawsze wymiar proroczy. (...) Jak wiatr, który unosi kurz, prorok zakłóca fałszywy spokój sumienia, które zapomniało o Słowie Pana, rozeznaje wydarzenia w świetle Bożej obietnicy i pomaga ludowi dostrzec oznaki jutrzenki w mrokach historii."

"Radość Ewangelii, która otwiera nas na spotkanie z Bogiem i z braćmi, nie może czekać na nasze opieszałości i lenistwa; nie dotrze do nas, jeśli pozostaniemy w oknie, z wymówką, że wciąż czekamy na dogodny czas; nie wypełni się dla nas, jeśli nie podejmiemy dziś właśnie ryzyka wyboru. Powołanie jest dziś!"

Mocne, nie?


piątek, 20 kwietnia 2018

Czułe miejsce

Mam wrażenie, że ile razy zaczynam pisać o czułej miłości Boga, podnosi się krzyk. W wymiarze duchowym. Zły duch wrzeszczy, jakby go przypalano żywym ogniem.
Tak, objawiając dobroć Boga, Jego czułość i bliskość, dotykamy samej istoty naszej wiary i tajemnicy zbawienia.
To nie mądrość nas zbawi, nie doświadczenie mocy, ale miłość. Czuła miłość Boga, która, gdy jest przyjętą, czyni nas otwartymi na łaskę.
To są drzwi do komnaty ukojenia, do tajemnego ogrodu szczęścia.
Ponieważ wielu z nas nie ma odwagi przez nie wejść, często droga do nich jest zarośnięta kolczastymi krzewami naszych życiowych rozczarowań, zranień, zdrad, opuszczenia. I właśnie wtedy, gdy rodzi się w nas pragnienie i tęsknota, by wreszcie odpocząć w ramionach Boga, kolce, jak tkwiące w nas drzazgi, rozdzierają stare rany, mówiąc: "Nie wejdziesz". I jeszcze ten pies ogrodnika - zły duch, który sam zdradził miłość Boga i zazdrości nam naszej relacji z Ojcem. Ujada, warczy, pluje, skowyczy: "Nie wejdziesz".
 A ja ci mówię: "Wejdziesz". Nie bój się ani swojej historii życia, ani kłamliwego ujadania złego ducha. Bóg pragnie cię przygarnąć.

A jeśli chcesz wiedzieć, to On pierwszy staje przed tobą bezbronny i podatny na zranienia. Odsłania swoją duszę. Właśnie teraz.


środa, 18 kwietnia 2018

Daj się złapać

Przed chwilą poczułam się jak Bóg. Nie przesadzam. Tak musi się czuć Bóg. Ale to nie było przyjemne... 
Otóż do pomieszczenia wpadł kopciuszek. 
Myślicie może, że mnie się po tej Ameryce w głowie pomieszało, ale zaraz wszystko wyjaśnię... 
Kopciuszek to taki maleńki ptaszek z rudym ogonkiem. Wpadł był do wnętrza szklarni i nie umiał znaleźć wyjścia. Więc chciałam mu pomóc. Ale moje zabiegi, chociaż motywowane najgłębszą miłością i dobrymi chęciami, wywoływały w nim przerażenie. Uciekał przede mną jak szalony. W jego małej główce była jedna myśl: nie dać się złapać!!! A ja wiedziałam, że właśnie to przyniosłoby mu uwolnienie i szczęście. To ja wiedziałam, gdzie są drzwi, a on bezradnie uderzał w szklany dach szklarni.
Czułam się jak Bóg.

P.S. Ta historia ma ciąg dalszy, który już do tej przypowieści nie pasuje. Moje siostry powiedziały mi, że gdybym ptaszka zostawiła w spokoju, to by sobie wyście znalazł bez mojej pomocy. No cóż, jestem świadoma, że nie nadaję się na stanowisko boga. 
Bóg jest jeden. Najlepszy. Kochający. Dobry. 
Daj się złapać.