wtorek, 10 stycznia 2017

Głód nie jedno ma imię...

Ja wiem, że porównywanie nie jest dobre, ale kiedy człowiek wraca po dłuższym czasie z kraju o innej kulturze, klimacie i w ogóle o innym wszystkim, to tak jakoś odruchowo porównuje.
Pamiętam, że, kiedy pierwszy raz, przed sześciu laty wróciłam do Polski po prawie dwóch miesiącach spędzonych w Kamerunie, to moje pierwsze, szokujące spostrzeżenie w autobusie linii miejskiej, było następujące: "O żeż, wszyscy biali...". Ale to było do przewidzenia :-). I drugie wrażenie: "Co oni tacy drętwi? Jakby mieli na twarzy maski. Niby siedzą razem, stłoczeni na małej powierzchni (autobus), a każdy sam i jakoś tak niezręcznie, gdy czyjś wzrok się spotka..."
Tym razem po powrocie (to już trzecia wyprawa w rejon Afryki subsaharyjskiej) nie dziwiłam się kolorowi skóry (nawet teraz nie wypada, bo wiecie, rozumiecie...), ale ta dziwna samotność w tłumie ciągle robiła na mnie duże wrażenie. Te ogromne bańki - dystanse personalne (jak my się źle czujemy stłoczeni, prawda?), te monady chodzące po chodnikach, te niemalże osobne światy jeżdżące samochodami.
Prawdę mówiąc, brakuje mi uśmiechniętych / gniewnych / smutnych / itp. Kameruńczyków, którzy bezpośrednio objawiają swoje emocje z wszystkimi ich dobrymi złymi skutkami (nie jestem naiwna i nie hołduję ekologicznemu kultowi ludów nieskażonych zachodnią cywilizacją. Wiem jak różne bywają skutki owej "bezpośredniości"). Oni, gdy się cieszą to całym sobą, jak kłócą to aż po sztachety w płocie lub maczety... Ale razem. Bo tam osobno się nie da żyć.
Wszystko opiera się na związkach. Rodziny, wsi, plemienia...
Poza tym Afryka jest młoda. I tę różnicą także bardzo widać po przyjeździe do Europy. Coraz bardziej, niestety. Tam w każdej wiosce wybiega na spotkanie cała horda dzieciaków, a w mieście w godzinach, gdy kończy się szkoła, ulice są pełne młodzieży. To też pomnaża witalność i emocjonalność wyrażaną na każdym kroku.
Oczywiście, średniej wieku sobie nie zmienimy, ale jeśli chodzi o relacje, to coś można by w tej kwestii zrobić. Ceńmy sobie spotkanie, choćby przelotne z drugim człowiekiem. Może czasem warto przełamać lody (nawet wyjść na głupca) i uśmiechnąć się do nieznajomego (mam wrażenie, że to potrafią czasem jeszcze starsze panie, wychowane przed epoką "nos w ekranie"). To są małe rzeczy, ale strasznie ważne. Bo może Afryka ma różne braki, ale my najwyraźniej cierpimy na duży brak relacji. A czy to jest mniej dokuczliwy głód niż brak chleba? Śmiem twierdzić, że nie.
Żeby się nie okazało, gdyby ktoś pod takim kątem oceniał kontynenty, że jesteśmy Trzecim Światem...
zajęcia w szkole podstawowej prowadzonej przez Siostry Duszy Chrystusowej 
miasto Abong-Mbang (wschodni Kamerun)

6 komentarzy:

  1. Tak, tak... :-)

    "Co z tego, że mamy XXI wiek i coraz lepsze techniczne cywilizacje, kiedy nie potrafimy dotrzeć do drugiego człowieka, a rozwój emocjonalny i duchowy większości ludzi pozostaje w epoce kamienia łupanego." (Woody Allen)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może terroryzm to efekt niezaspokojonego głodu relacji, do którego jednak większość współczesnych "twardzieli" nie chce się przyznać...? pś

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie trafne spostrzeżenia. ..
    Moc pozdrowień.
    Anna Maria

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ceńmy sobie spotkanie, choćby przelotne z drugim człowiekiem..."

    To kiedy? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w pierwszym dogodnym terminie. Więcej na priv ;-)

      Usuń
  5. "...uśmiechnąć się do nieznajomego (mam wrażenie, że to potrafią czasem jeszcze starsze panie, wychowane przed epoką "nos w ekranie")."

    Panie starsze też czasem niedomagają...(Mk 1,30) Myślę sobie, że nie można wciąż charytatywnie się uśmiechać, czasem trzeba poszukać uśmiechu na twarzy drugiego, albo pozwolić się "dotknąć" nieznajomemu. Taki "dotyk" może być bowiem uzdrawiający, jak się o tym zresztą przekonują pierwsi uczniowie Jezusa...

    *On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła." (Mk 1, 31)

    OdpowiedzUsuń